Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Bóg na kolanach
dodano 29.05.2007
Ile tak naprawdę wiemy o Diego - sportowcu, a ile o Diego – człowieku? Kiedy Maradona - geniusz, wzleciał wysoko, Maradona - człowiek spadł na dno. Dlaczego jego umysłem zawładnęły upiory i kto im w tym pomógł?
Na dziesięć dni przed szesnastymi urodzinami Diego Maradona zadebiutował w dorosłej drużynie Argentinos Juniors. Tak wspominał to wydarzenie:
- Zawsze wiedziałem, że kiedyś stanę się wielki, ale nie sądziłem, że dojdzie do tego tak szybko… Pytano mnie, co czułem, widząc, że cieszę się takim uznaniem. No cóż, było to dla mnie spełnienie najdawniejszych marzeń, gdyż o grze w pierwszej lidze śniłem już wtedy, gdy biegałem za piłką w mojej ukochanej Villa Fiorito.
Na boisku pojawił się w drugiej połowie, ale mimo, iż gola nie strzelił, kibiców oczarował natychmiast.
Z Boca Juniors do Barcelony za 7 mln dolarów
Kariera młodego Diego rozwijała się bardzo szybko. Tak, iż on sam nie mógł nadążyć za tym, co się wokół niego dzieje. – Kiedy byłem młodszy, trenowałem raz dziennie –wspominał.– Teraz trenuję cały dzień. Nie, proszę nie myśleć, że odwróciłem się od przyjaciół, ale prawda wygląda tak, że od meczu z Węgrami nie miałem nawet chwili czasu, żeby się z nimi spotkać. Nie chciałbym, żeby pomyśleli, że teraz czuję się już na to zbyt wielki, że się nad nich wywyższam. Zagrałem raptem te kilkanaście minut – dodaje po debiucie w reprezentacji Argentyny – a tu zaraz zwaliły się na mnie radio, telewizja, gazety, a wszyscy zadają te same pytania. To mnie męczy najbardziej. Przecież na razie jestem nikim, tak naprawdę mogę opowiadać tylko o moim dzieciństwie i moim idolu Bochinim.
W kontraktach reklamowych zobowiązał się do wyjazdów promocyjnych w wiele miejsc. – Muszę na jakiś czas odpocząć, nie od treningów i meczów, ale od podróży –narzekał. – Ludzie ciągle o mnie mówią, i to w taki sposób, że Maradona przestaje być ludzka istotą, czego za wszelka cenę chcę uniknąć… To pewne, że wszystko co zdobyłem zawdzięczam piłce nożnej. Ale ja muszę cieszyć się grą, a nie traktować ją jako torturę.
Nadmiernie eksploatowany organizm z trudem znosił to tempo. Główną motywacją Diego było: grać i wygrywać. Sztucznie przyspieszony rozwój fizyczny Maradony zwiększył podatność jego ciała na kontuzje. Coraz częściej grał tylko dlatego, że w bolące miejsce wstrzyknięto mu potężną dawkę środków przeciwbólowych.
Pojawiły się kontuzje, które dłuższy czas nie pozwalały mu grać i trenować. Kiedy wracał na boisko prezentował się słabo. Kibicom to się nie podobało. Oni przychodzili na stadion oglądać piękne akcje, dryblingi i gole swoje idola. Zawiedzieni barras bravas, których w Polsce określono by mianem pseudokibiców, obrażali nie tylko Diego, ale i jego rodzinę.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW