Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Byłem gwiazdą rocka... na koncercie AC/DC
dodano 17.07.2007
To mój pierwszy raz. Jestem nieco spięty. Wielki stadion, scena, tłum ludzi. Ale kiedy jakiś fan prosi mnie o autograf, zaczynam czuć słodki zapach sławy. Aby zrozumieć życie gwiazdy show biznesu, trzeba się nią stać. Choćby tylko na chwilę.
Fani z różnych stron świata zaczynają ze mną pozować do zdjęć. Gdybym pobierał opłaty, tak jak facet przebrany za misia w Zakopanem, to pewnie zwróciłyby mi się koszty tej imprezy. Jakiś zachwycony fan w „podeszłym” wieku pokazuje mi swoją kolekcję tatuaży AC/DC. Tatuaże na rękach, na plecach. Imponująca kolekcja. Kiedy jednak zaczyna ściągać spodnie, rozpaczliwie rzucam się do ucieczki. Z opresji ratuje mnie jakiś Anglik.
– Panie Young. Nie powinien pan być koło sceny? Chyba już zaczynają – mówi do mnie, puszczając oko. Rozmarzam się. Wielomilionowe kontrakty, okładki czasopism i limuzyny. Wreszcie wiem, jak wygląda życie gwiazdy. Tymczasem przez najbliższe dwie godziny muszę pilnować, aby nie zgubić pożyczonej peruki. Bo pod sceną jest jak zwykle tłoczno i skocznie. A na scenie zespół AC/DC w najsilniejszym składzie.
DMUCHANE LALE I SALWY Z ARMAT
Jak na profesjonalistów przystało grupa brzmi rewelacyjnie. Starzy rockmeni są jak wino. Może uroda już nie ta, ale muzyka i perfekcyjny show bronią się same. Młodzi uczcie się pilnie od tych panów. Nie obrażając nikogo, wielu obecnych młodych tuzów ciężkiego grania, to zwykli weselni grajkowie.
A od sceny nie sposób oderwać oczu. „Piekielne” dzwony i ognie. Dmuchane lalki. Gigantyczna statua o wyglądzie Angusa Younga. Sam Angus szaleje na specjalnym wybiegu. Podekscytowany tłum szaleje pod sceną. Ja też szaleję, bo chcę do ubikacji za potrzebą, a nie mogę wydostać się z pod sceny. I wreszcie jest mi gorąco. Nawet w krótkich spodenkach. „Back in Black”, „Highway to Hell” i kilkanaście innych hitów rozgrzewa stadion do czerwoności. Na koniec koncertu salwy z armat. Huk jest olbrzymi.
– We salutu you! – dziękuje fanom rozpromieniony wokalista Brian Johnson, a ja dziękuję matce Naturze, że po raz kolejny moje ciało i uszy to wytrzymały. Niestety więcej dźwięków tego wieczoru już nie usłyszymy. Pora wracać do normalnego życia. Pędzę więc do ubikacji.
Mój występ na tle AC/DC wypadł całkiem obiecująco. Może jednak zostanę gwiazdą rocka z krwi i kości? A może powtórzę mój eksperyment na przykład przy okazji koncertu takiego wariata Marilyn Mansona?
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW