Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Kiwi, foka i Frantz Josef, czyli wizyta w kraju wielkiego białego obłoka
dodano 28.08.2007
Kiedy postanowiliśmy, że trzeba się ruszyć i gdzieś pojechać, nigdy nie myślałem, że wylądujemy na końcu świata. Okazał się on idylliczną wyspą stworzoną przez Boga w celu pokazania ludziom, że można żyć inaczej i bliżej natury.
To był sierpień.
Minął sierpień, wrzesień, przeszła jesień. Zaczęło padać, pogoda pod psem. Pomysł wyjazdu jakoś ucichł. Prawdopodobnie przez to, że sami nigdy nie wierzyliśmy, że można tak sobie po prostu wsiąść w samolot i polecieć na koniec świata, do najbardziej oddalonego od Polski kraju. Nasze wojaże dotychczas skupiały się na Europie i północnej Afryce, czyli tak zwany wakacyjny pakiet socjalny Polaka. Mimo, że Grecja czy Hiszpania a nawet Egipt to miejsca, do których zawsze będę wracał to nie dawały one w pełni satysfakcji takiej, jaką mogłaby dać kilkumiesięczna wyprawa gdzieś hen, hen daleko, za siódma górę, za siódme morze. Gdzieś gdzie Polaków a może i nawet Europejczyków jest jak na lekarstwo. Taki wyjazd, który raz na zawsze zmieni nasz pogląd na podróżowanie i prawdziwą wolność, będzie wstępem do tego, co nas dopiero czeka. Tego potrzebowaliśmy. Życiowego kopa. Zapalnika.
W połowie października Monika zaczęła się trochę denerwować. Jak to zawsze przed egzaminem. Nie ważne czy to mały sprawdzian czy wielki test, już 2-3 miesięcy wcześniej dostaje rozwolnienia.
Dla zaoszczędzenia jej cierpień duchowych i dania sobie chwili spokoju od wysłuchiwania, iż tylko gadam o wyjeździe a nic w tym kierunku nie robię, następnego dnia, podczas lunchu, poszedłem sprawdzić, jakie, za ile i na kiedy są osiągalne bilety. Dzień wcześniej ustaliliśmy, że najwcześniejszy i najbardziej optymalny termin wyjazdu to kwiecień. Wcześniej nie damy rady pozałatwiać wszystkich naszych spraw, będą Święta, Sylwester, w pracy początek nowego roku, więc nowe pomysły i małe szaleństwo, mamy jeszcze kilka wyjazdów do rodziny i będzie bezpiecznie wykupić bilety na koniec marca, początek kwietnia. Poza tym, jeśli chcemy zostać tam min miesiąc i zwiedzić obydwie wyspy to nie może to być zimą a w Nowej Zelandii zima zaczyna się już w połowie maja lub na początku czerwca. Tak, więc jesień, idealny termin, koniec marca początek kwietnia, mało turystów a temperatury nadal przyjemne.
Kasjerka w FlightCenter od razu zaproponowała Quantas. W tym okresie mieli najlepsze opcje cenowe. Lecą przez Hongkong lub Bangkok. Żadnej przesiadki, jedynie postój dwie godziny na lotnisku na tankowanie. Cena z dwoma przystankami, jeden w Sydney a drugi w Bangkoku to około 850 funtów. Opcja była fajna, więc zabrałem ulotkę, nr telefonu i poszedłem do biura. Zdobyłem też cenną informacje o dodatkowi opłacie 50 funtów od osoby, którą miła Pani już wliczyła do ceny biletu. Jest to nowa opłata wprowadzona przez rząd australijski za każdy pobyt w Australii, nawet jednodniowy.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW