Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Larum
dodano 19.11.2008
Pochowałem mego przyjaciela. Choć uczyniłem to dawno temu, ciało jego wciąż drga mi przed oczyma wyobraźni, z szyją zagnieżdżoną w grubej pętli konopnego sznura przerzuconego przez konar i przywiązanego do pnia.
Starałem się żyć jak dawniej, w zgodzie wszakże z pamięcią o zmarłym. Jakże jednak ciężko jest wrócić z cmentarza! Dni pełne zabaw w karczmie, spotkań z kobietami i straceńczej gry w karty zaczęły przypominać przedstawienie figurek ulepionych z masy szarego papieru. Noce wypełniały mi niekończące się marzenia, pełne jednak smutnej retrospekcji niźli błogiego rozmyślania nad przyszłością. Starałem się jak najczęściej wracać pamięcią do mego przyjaciela, poświęcać mu cząstkę każdego dnia. Nie mogłem pozwolić przecie, aby stał się jeno bladym obrazem, paroksyzmem wspomnień, który pielęgnujemy powierzchownie od święta! On musiał żyć we mnie.
Powoli zamykałem swą duszę w sobie, a ciało me – w domu. Przestałem się bawić, polować, nadstawiać wszędzie głowy i zabiegać o kobiety. Szybko przekonałem się, iż ów świętej pamięci był mym jedynym prawdziwym druhem. Smutek coraz bardziej wypełniał me życie. Och, jakże mi go brakowało! On to tylko potrafił zrozumieć mnie i być mi bardziej pomocą niż zawadą w istnieniu.
Dni mijały, kartki kalendarza sypały się jak zimna manna śniegu za oknem, a stan mój się pogarszał. Począłem rozmawiać ze sobą na głos, snuć się po domu i spędzać w ten sposób wiele godzin. Co gorsza, zaczęło mi się wydawać, iż słyszę jakieś dziwne ruchy, niby tupot małych nóg, tuż pod podłogą, w piwnicy. Zatrzymywałem się tedy w miejscu, by nasłuchiwać jednak nigdy nie mogłem zdobyć pewności, że to, co słyszę, jest prawdą. Wiele razy schodziłem po skrzypiących, starych schodach na dół, by dokładnie zbadać owo mroczne pomieszczenie, przed którym zawsze przestrzegała mnie babcia i nie pozwalała mi przebywać tam samemu. Nie znajdowałem jednak niczego.
Innym znowuż razem wydawało mi się, iż słyszę chrobotanie w kominku, jakby jakaś mała istota walczyła ze swych za dużym w stosunku do szerokości komina, ciałem. Nigdy nie byłem tchórzem, ciągle jednak wzbraniałem się podejść ku palenisku, gdy wydawało mi się, że coś znowu tam siedzi. Często widziałem, czy też wydawało mi się, że widzę, delikatny obłoczek sadz, jaki sypał się z szybu pośród szurania i cichych jęków wewnątrz.
Starałem się tłumaczyć te omamy stanem mej duszy, stopniem jej apatii i przygnębienia, jaki działał na mnie od czasu śmierci przyjaciela. Nie wierzyłem w nic czego nie mógł odgadnąć rozum, toteż nie przywiązywałem wagi do tych dziwnych zdarzeń. Jednak mimo wszystko nie dawały mi one spokoju i powoli stały się uciążliwością, która mocno ciążyła mi, niczym zawieszony u szyi kamień.
Czas płynął nieubłaganie do przodu, myśli me czarniały, a życie stawało się niedogodnością. Popadałem w marazm ciała i duszy. Na zewnątrz wychodziłem już tylko po zapasy jedzenia i napitków, spiżarnia ma bowiem topniała w szybkim tempie. Niepokój i dziwny lęk wzrastał we mnie coraz bardziej. Doszło do tego, iż zacząłem podejrzewać, że ktoś kradnie mi moje zasoby pożywienia. Wszystko się rozpadało, aż nadszedł dzień, który zmienił moje życie w koszmar. Wtedy to poznałem, co tak naprawdę znaczy postradać zmysły.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW