Będąc młodą konowałką cz.2
dodano 12.10.2007
Odrobina politykierstwa w laickim wydaniu
Na własnym podwórku
Wypada wreszcie zamknąć ten wyświechtany temat, ponieważ nie ma znaczenia to, co napiszę i jak to napiszę. Lepiej wsiąść do wesołego ambulansu i rozejrzeć się po jego wnętrzu w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wnętrze owo, niezależnie od ekip rządzących, jakoś się nam nie zmienia. Łożyska wyją, drążki stukają, spaliny walą do wnętrza, jazda z prędkością 100km/h wymaga doubezpieczenia się, bo nie ma nic cenniejszego nad zdrowie i życie, kolejne prośby do władz nadrzędnych o naprawy przechodzą bez echa. Klimatyzacja latem jest popsuta, bo kto to widział, żeby robić „przepał” w autach, a ani doktorom ani pacjentom chłód w upale 40 stopniowym nie jest niezbędny. I to wszystko przy akompaniamencie jęków, że pogotowie jest nierentowne i przynosi ZOZ-owi straty, a w karetkach siedzą same nieroby z odciskami na tyłkach (z braku zajęcia). Jest to jedyne takie pogotowie w skali kraju, o ile mi wiadomo. Ta sytuacja przypomina mi dobre rady wójta gminy, w której ośrodek prowadzę, przekazane mi, kiedy poprosiłam o włączenie ogrzewania w październiku (temperatura spadła w nocy poniżej zera i trzeba było siedzieć w pracy w kurtkach i do minimum ograniczyć badanie chorych - 2006 r.) – „kupcie sobie kufajki”… Bo choćby takie niemowlęta to „przez 15 minut nie zmarzną” . Albo też podejście pewnego profesora ze szpitala klinicznego w Warszawie, który nie zapewnił pracownikom godnych warunków pracy i nie zadbał o dostęp do tak prozaicznego pomieszczenia jak łazienka z prysznicem w myśl teorii, że „na dyżur przychodzi się pracować a nie kąpać” (!!!)… Prawda, że jest śmiesznie? XXI wiek… a my młoteczki i złote kowadełka nosić niedługo będziemy.
Na wesoło, naprawdę
Pewnego jesiennego dnia roku bieżącego wezwano nasz zespół do nieprzytomnego młodziana. Na miejscu okazało się, że stan jego jest wprost proporcjonalny do ilości wypitego alkoholu. Zero kontaktu słowno-logicznego. Cóż było robić, skoro w naszym kraju upojonych i przecież szczęśliwych z osiągniętego stanu obywateli na siłę zawozi się do szpitali, jakby jacyś chorzy byli. Zapakowaliśmy „zwłoki” i powieźliśmy do izby przyjęć. Ponieważ i tam nie dało się wydobyć z delikwenta żadnych informacji, zrobiliśmy komisyjne przeszukanie zawartości kieszeni i plecaka. Znalezione dokumenty posłużyły do wystawienia skierowania do oddziału dziecięcego (16 lat!) oraz do kontaktu z rodzicami delikwenta. Przybyła po pewnym czasie zła jak osa rodzicielka, nastawiona na wymierzenie kary fizycznej podłej latorośli zdębiała w progu i ledwie wystękała. „No ja matka jestem, ale nie sądziłam, że mój syn po alkoholu aż tak się zmieni na gębie!!!”… Delikwent, leżący na miejscu syna, okazał się być kolegą wyrodnego wyrostka. Zagadką pozostało, dokąd wybrał się ten ostatni. Miał szczęście, ominęła go publiczna awantura i pranie po pysku . Morał z tego jest taki, że każdy pijak zmienia się na gębie nie do poznania pod wpływem wody ognistej, co można było ostatnio śledzić w telewizji publicznej… Taak…
wróc do artykułów