Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
O trudnej sztuce porannego wstawania...
dodano 21.11.2007
Każdy z nas ma problemy z rannym wstawaniem. W środowisku braci studenckiej jest najwięcej tych, którzy obowiązek porannego wstawania traktują z właściwym sobie podejściem... Rzadko kto bowiem zdaje sobie sprawę, jakaż to jest trudna sztuka...
Nie walczę, nie mam nawet siły na jakiś mały wywód pod jej adresem apelujący o cząstkę empatii.
Karla ciągnie me studzone, odziane w różową, nieco przydługą piżamę, ciało przez długi korytarz. Poddając się biernie, idę wlekąc za sobą nogawki nocnego odzienia. Czuję, jak od prędkości, jaką mojemu ociężałemu ciału, nadała Karla, rozwiewa mi się grzywka. Doskonale wiem, co będzie dalej. Postawi mnie nad umywalką, stanie w drzwiach łazienki i przyglądając mi się zmusi do porannej toalety, późniejszego uczesania (i na nic zdadzą się przekonywania, że nastała moda na rozwiany włos), ubrania się w miarę jednobarwnie (argument, iż najnowszym trendem w modzie jest artystyczny, wielokolorystyczny nieład też zdaje się do niej nie trafiać). Nie mylę się. Szybka wędrówka po korytarzu własnej stancji, której towarzyszył zimny podmuch wiatru, przywraca mi trzeźwość umysłu. Naprędce usiłuję, z miną ofiary i maślanym spojrzeniu, jeszcze się bronić, zasypując Karlę nowymi argumentami. Szybko zaprzestaję, widząc jej sztywną postawę ciała, spoczywające na biodrach ręce i minę nieugiętego dowódcy. Pośpiesznie wykonuję wszystkie czynności, by za chwilę stanąć przed groźnym obliczem współlokatorki ubrana i uczesana według przykazania: będziesz dbał o stan serca swojego i swojego otoczenia ubraniem i uczesaniem swoim… Przepełniona dumą, iż udało mi się nawet schludnie, bez kolorystycznego przepychu, ubrać, patrzę na współlokatorkę, u której trudno dziś liczyć na słowa pochwały. Karla rzuca w moją stronę krótkie spojrzenie, dopada swojego buta, wciska go na nogę z nie lada wysiłkiem, po czym chwytając w locie torebkę, łapie mnie za rękę i wychodzimy.
Powtarza się korytarzowa scena, z podziałem na ciągnącą i ciągniętą. W trakcie stwierdzam, że nawet mi to pasuje. Wiedząc, iż ktoś mnie bezpiecznie „dostarczy” pod sam gmach uczelni, mogę w trakcie drogi swobodnie oglądać witryny sklepowe. Oczywiście, nie udaje mi się wychwycić nawet nazw mijanych sklepów, bowiem Karla niespodziewanie przyspiesza i zakosami sunie na przystanek autobusowy.
Dobiegamy spóźnione do naszego wydziału. Zaczynają się zajęcia, jak zwykle długie i wyczerpujące. Po 8 wycięczających intelektualnie godzinach, z prawem do 1 posiłku i żadnego sprzeciwu z mojej strony, udaje nam się dotrzeć do stancji. Tym razem to ja ciągnę Karlę. Gdy tylko dopadam klamki swego pokoju, wymordowana padam na łóżko. Hałas dochodzący zza okna nie przeszkadza mi usnąć. Słyszę jeszcze przez chwilę, jak Karla szarpie się ze swoim butem. Pada jakieś przekleństwo, po czym wszystko ucicha.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW