Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Dziecko w Internecie
dodano 07.07.2009
Jedni narzekają, że ich dziecko świata poza komputerem nie widzi. Inni cieszą się, że maluch w lot łapie nowoczesne technologie, bez których przecież nie da sobie rady w życiu. Czy możemy bez obaw pozostawiać dziecko w wirtualnym świecie?
Zabraniać zatem czy nie?
Zabranianie tylko sprawia, że zakazany owoc w oczach dziecka jest coraz większy, słodszy i pyszniejszy. Maluch wie to na pewno, choć tak do końca nie miał okazji go jeszcze spróbować. Zamiast zabraniać, lepiej uświadamiać. Internet ma przecież tyle samo wad, co zalet. Jak większość rzeczy na świecie, nie zaszkodzi w odpowiednich dawkach – dostosowanych do wieku i możliwości przyswajania dziecka.
Łatwo powiedzieć: uświadamiać. Ale jak?
Najlepiej siedząc z dzieckiem przed monitorem. Pierwsze kroki dziecko bezwzględnie powinno stawiać pod okiem rodzica. Jednak nikt przy zdrowych zmysłach na dłuższą metę tego nie wytrzyma. Im starsze dziecko, tym więcej prywatności potrzebuje. Poza tym, zainteresowania maluchów najczęściej daleko odbiegają od zainteresowań rodziców. Ileż można wpatrywać się w śpiewające klocki czy strzelające statki kosmiczne? Skazywanie siebie na siedzenie za plecami dziecka i śledzenie jego ruchów byłoby katorgą dla obojga.
Kiedy dochodzimy do takiego wniosku, najczęściej sięgamy po różnego rodzaju programy kontrolujące poczynania pociechy w Internecie. Jedne ograniczają czas dostępu do komputera, inne blokują konkretne strony, a najczęściej i jedno, i drugie. Kto miał kiedykolwiek do czynienia z tego typu programami wie, że są one często powodem rodzinnych kłótni... bo za krótko grałem, bo nie mogę uruchomić komputera bez hasła, bo mi się nagle wyłączyła gra itd.
Cóż zatem ma począć taki świadomy, ale dość bezradny rodzic?
Osobiście jestem za połączeniem staroświeckich metod wychowawczych z nowoczesną techniką. W tym wypadku kluczem jest rozmowa z maluchem i szukanie nowinek. Odkryłam ostatnio znakomity program, który nie tyle pozwala kontrolować, ile właśnie świadomie współpracować z dzieckiem. Visikid nie blokuje dostępu do żadnych stron ani nie wylogowuje użytkownika, który zbyt długo siedzi przed monitorem. Zamiast tego dostarcza rodzicowi informacje o tym, jak długo dziecko używa komputera, jakie strony odwiedza w sieci i jakie aplikacje uruchamia.
Oczywiście, bez wcześniejszych poważnych rozmów o zagrożeniach płynących z Internetu, instalowanie takiego programu nie ma sensu. Jednak z wychowawczego punktu widzenia – to prawdziwa rewelacja. Wystarczy uświadomić dziecku, że żadne strony nie są zakazane, nic się nagle nie zablokuje i nie wyłączy, ale są reguły, których należy przestrzegać. Rodzic dzięki programowi ma możliwość sprawdzenia, jak wyglądało całodzienne surfowanie. Jeśli dziecko, znając zasady, zdecyduje się je przekroczyć i np. spędzi przed monitorem za dużo czasu, ma świadomość, że rodzic się o tym dowie. Po co zatem to robić i narażać się na karę? To samo dotyczy czatów, stron pornograficznych itd. Nie chodzi o to, by szpiegować dziecko, ale właśnie by pozwalać na dokonywanie świadomych, samodzielnych wyborów.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW