Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Legnicka, czwartkowa nawałnica
dodano 28.07.2009
Od czwartku w mediach głośno o Legnicy w związku ze szkodami wyrządzonymi przez nawałnicę. W kolejnych relacjach rosną te szkody w postępie geometrycznym. Rzeczywiście - czy tylko dla podkreślenia siły żywiołu i ubarwienia relacji?
Jest także oczywiście prawdą, że ucierpieli ludzie, ranni od uderzeń, przygnieceń - tu dane liczbowe podawane w mediach są raczej prawdziwe. W sobotę znaleziono ciało mężczyzny - kolejną ofiarę, przygniecioną przez walące się drzewo.
Jest też prawdą, że zostało zerwanych (najczęściej częściowo) kilkanaście dachów z budynków, kilkadziesiąt zostało poważniej uszkodzonych w inny sposób, z wielu posypały się też dachówki i jest w związku z tym sporo dziur w dachach, ale twierdzenie, że nie ma w Legnicy budynków nie uszkodzonych - to już bardzo gruba przesada. Ogromna większość wyszła z opresji co najwyżej z drobnymi uszkodzeniami, które można będzie bez pośpiechu usunąć. Jak na kilka tysięcy różnych miejskich budynków i budowli szkody nie są znowu tak wielkie. Owszem, zdarzyło się i tak, że wymienione dwa miesiące temu okno wpadło w całości do sypialni znajomej, ale to raczej wina fuszerki przy jego osadzeniu. Jednak naprawdę nie jest tak, że Legnicę trzeba, ulicę po ulicy, odgruzowywać. Podobnie z infrastrukturą, np. siecią elektryczną. Jest ona zróżnicowana - część budynków Miasta zasilana jest liniami kablowymi, część napowietrznymi - akurat tak jest na kilku ulicach mojej dzielnicy. W trakcie obchodu zauważyłem zerwane przewody raptem w dwóch miejscach, przy czym w jednym z tych przypadków przyczyną było przewrócenie się stalowego słupa, tak jednak skorodowanego u podstawy, iż za cud należy uznać, że do tej pory stał - być może wichura zrobiła tu akurat dobrą robotę. Jest jednak prawdą, że część mieszkań, zwłaszcza na obrzeżach Miasta nie miała zasilania dłuższy czas, nawet do soboty. Ale jest też prawdą, że moja dzielnica nie miała zasilania raptem około czterech godzin.
Relacje medialne są do bólu prawdziwe tylko w jednej kwestii: miejskiej zieleni. Legnica chociaż politycznie czerwona, a co najmniej różowa - magistrat w wyborach bez problemów obsadza lewica, a na głównym placu Miasta, Słowiańskim, przed tymże magistratem stoi wciąż, okropny plastycznie pomnik dwóch żołnierzy, z karykaturalnie krótkimi nogami: polskiego i radzieckiego splecionych w braterskim uścisku (tyle, że zniknęły z niego wiernopoddańcze napisy) - to optycznie jest bardzo zielona. Nie mamy zbyt wielu zabytków, ale zielenią Legnica mogła się do tej pory naprawdę pochwalić. Drzew i krzewów jest, a przynajmniej było do nawałnicy bardzo dużo: na ulicach, skwerach i skwerkach, placach. Starych, sadzonych jeszcze przez Niemców, ale też i stacjonujących tu przez lata Rosjan (jako maskowanie), no i oczywiście już przez nas - powojennych mieszkańców. Był też - bo już praktycznie go nie ma, piękny, poniemiecki park z ponad stuletnimi drzewami. Park położony blisko centrum, leżący na drodze do tego centrum z położonych za nim dzielnic, ale też bardzo lubiany i chętnie odwiedzany przez wszystkich legniczan. Miejsce zarówno spotkań indywidualnych, jak i rozmaitych imprez, mniej lub bardziej masowych. Nie zmogła go woda powodzi 1976 roku (leży w polderze zalewowym), zmogło zaledwie parę minut huraganu. Park, a właściwie to, co z niego zostało (najczęściej sterczące, kilkumetrowe kikuty drzew) stało się natychmiast obiektem turystyki nie tylko legniczan, prześlizgujących się często po wiszącymi jeszcze nad głowami, połamanymi konarami, wobec czego już w piątek wieczorem magistrat wydał zakaz wstępu na ten zagrożony teren. Zresztą cała Legnica została obfotografowana przez mieszkańców jak chyba nigdy w historii, oczywiście najdokładniej wszelkie szkody.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW