Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Obiektywnie przez szpary barykady patrząc
dodano 10.06.2008
Krótkie hasło – „Odkrywamy się” tak do coming out’u zachęcają Yga Kostrzewa i inni organizatorzy akcji mającej na celu pomóc „wyjść z szafy” osobom ze środowiska LGTB.
Nikt nic nie wie i jest ok.
Pierwszy model wybierany przez homoseksualistów prowadzi do jeszcze większej niż ta, obecnie wypełniająca naszą codzienność, paranoi. Niewiedza się szerzy, zły gej (bo obcy i nieznany) zastępuję babę jagę jako przedszkolny środek prewencji i szans na poprawę wizerunku nie ma, bo po prostu w świadomości społeczeństwa nie istnieje. Osoby LGTB wychodzące z założenia ze homoseksualiści byli, są i będą więc po co o tym trąbić na prawo
i lewo popełniają podstawowy błąd. Bo uprzejme chowanie się do dziury aby tylko nie razić normalnych swą odmiennością sytuacji szarej homo-myszy nie poprawi. Wychylać się trzeba, nawet jeżeli miało by to obudzić kota.
Byle głośniej, byle odważniej, byle jak.
Znacznie większe kontrowersje budzą jednak myszy tęczowe, gotowe za naszą, waszą i cholera wie kogo jeszcze wolność oflagować się (na tęczowo oczywiście) i podpalić, żeby zobaczyli, że istniejemy, że pedał też człowiek. To, że o problemie mówić trzeba niepodległa dyskusji. Zastanowić się należy jedynie w jakie sposób przemawiać do społecznej świadomości. Można oczywiście postawić barykady i odtrąbić swoją odmienność na cztery strony świata żądając przy tym normalnego traktowania. Można, tylko po co? Czy rzeczywiście ekshibicjonizm ma być tym cudownym panaceum na rozmaite bolączki naszego środowiska. Niestety polski temperament powoduje, że statystyczny homo (chichot losu?) sapiens zamiast podsuniętego pod nos kaganka wiedzy o innościach wszelakich u nas obrywa od razu po twarzy pochodnią. Bo jak ten biedny Kowalski znający mgliście geja tylko z filmów ma stwierdzić kto tu jest normalny? Czy kolorowy tłum równości groteskowo odcinający się barwnością od czerni policyjnego kordonu (patrz Kraków 2008), czy może schludnie ogoleni chłopcy rytmicznie podskakujący do szlagieru „Kto nie skacze jest pedałem”?
Grecki homoseksualizm, to może i grecki złoty środek?
Może zamiast terapii szokowej kuracja mniej radykalna? W sposób dowolny, chociażby taki jak akcja „Odkrywamy się”. Myślę, że zdecydowanie większy pożytek przyniesie: „Ojej. To ukochany aktor z mojego serialu jest gejem?”, niż - parafrazując Tetmajera - nieprzemyślane bryzganie odmiennością społeczeństwu w źrenice.
Z mojego własnego doświadczenia wynika, że najbardziej edukacyjne działanie mamy my sami. Mówiąc przyjaciołom o swojej orientacji spotkałem się ze stu procentową akceptacją, momentami ustępującą miejsca homofilii. Słysząc słowa: „Może miała bym coś przeciwko temu, ale skoro ty jesteś gejem to jak mogę mieć” wiem, że z homofobią i barkiem tolerancji najczęściej walczymy tym jacy jesteśmy. Pokazując swoją normalność a nie manifestując odrębność możemy spowodować, że nagle ta wielka bryła nietolerancji stopnieje do rozmiarów małej bryłki. Bo agresja i wrogość to najczęściej brak wiedzy. W ośmiu na dziesięć przypadków ktoś kto warknął by pod nosem: „pedały” widząc kolejną homo-manifestację nie powie tak dowiadując się, że jego dobry kumpel jest gejem. A reszta, no cóż, nie oczekujemy, że wszyscy będą nas kochać. Wystarczy, że słowa „pedał” i „lesba” stracą charakter inwektywów.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW