Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Adam, Ewa i piorun
dodano 29.12.2009
Ciepłe, niedzielne popołudnie. Widok z tarasu hotelowej restauracji był jedną z wielu atrakcji...
Ewa leżała na wznak z oczami utkwionymi w niebo. Całe szczęście, że dramat miał swoich widzów na tarasie. Jedna z pań zadzwoniła na pogotowie. Reszta ruszyła na pomoc. Nastąpił krótki moment chaosu i zamieszania. Dziewczyna leżała nieprzytomna, może martwa. Lało jak z cebra. Nikt jednak nie zwracał na to uwagi. Najwięcej zimnej krwi zachował - najmłodszy. Adam miał 17 lat, jeszcze był uczniem, a jego pasją od roku była wspinaczka wysokogórska. Był członkiem Klubu Wysokogórskiego. Przypadek zdecydował, że znalazł się na obiedzie z ojcem, gdzie grupa ludzi powiązana wspólnymi planami inwestycyjnymi omawiała jakieś przedsięwzięcia, nudził się niemiłosiernie i marzył o tym, aby znaleźć się jak najszybciej na plaży. Los zadecydował inaczej. Dwa tygodnie wcześniej w swoim klubie na zajęciach przeszedł kurs pierwszej pomocy. Nie przywiązywał do niego szczególnej uwagi, ale chłonął wszystko jak gąbka. Wówczas miał przed sobą manekina, teraz człowieka. Wsunął rękę pod głowę, podniósł podbródek i zaczął wdmuchiwać powietrze do płuc, potem masaż serca, wszystko zgodnie z tym czego uczono go na kursie. Kilka, kilkanaście serii. Żadnego efektu, dziewczyna nie dawała znaku życia. Nie poddawał się jednak. Potem powie, że niewiele pamięta z tej akcji. Zapamiętał tylko zapach spalonych włosów i to, że bardzo chciał, aby żyła. Po każdej serii łapał ją za przegub ręki. Tętna jednak nie było. Karetka przyjechała po kwadransie i młody, energiczny lekarz przejął inicjatywę. Wiedział, że człowiek bezpośrednio rażony piorunem nie ma najmniejszych szans na przeżycie. Nie oznaczało to jednak zaniechania działań, przeciwnie. Dziewczynę załadowano do ambulansu, który odjechał bez sygnału. W drodze dokonano tracheotomii, poddano ją elektrowstrząsom. Burza skończyła się tak szybko jak zaczęła. Tylko ludzi przemokniętych przybywało. Ktoś cicho powiedział : - Ta mała umarła.
Trafiła do szpitala na oddział intensywnej terapii. Tam dopiero po godzinie na ekranie pojawiła się oczekiwana linia. Linia życia. Leżała w łóżku i w niczym nie przypominała radosnej, pełnej życia dziewczyny, była pokrytą skórą śpiącym ludzkim odwłokiem. Matka nie opuszczała jej łózka od momentu, gdy dowiedziała się o wypadku. Siedziała i powtarzała w kółko - kocham cię córeczko, jestem przy tobie i cię nie opuszczę. I tak w kółko, do znudzenia. Nie było w niej rozpaczy, ale w oczach wielki smutek. - Ja wiem, że ona mnie słyszy. Nie spała, nie jadła, czasem się modliła. Rokowania były ponure jak całe zdarzenie. Mózg bez tlenu może obejść się przez kilka minut, potem następują nieodwracalne zmiany. Nawet jeśli przeżyje zapewne będzie kaleką, sparaliżowaną i przykuta do inwalidzkiego wózka. Nikt z personelu nie miał odwagi mówić o tym przy matce. ona jedna była pełna wiary i nadziei. Po kilku dniach dziewczyna zakaszlała, a jej ręka powędrowała do ust. Oznaczało to, że wychodzi ze śpiączki. - Mamo, wiesz wróciłam z podróży, ale zapomniałam zabrać torbę z rzeczami. Wszystko zostało na plaży - to były jej pierwsze słowa. Potem mówiła szybko i zupełnie niedorzecznie. Nie pamiętała nic. Przeżyła, wróciła do szkoły, jest nadal taką dziewczyną jak dawniej. Nie jest jednak tak różowo i sielankowo. Ma dosyć poważne kłopoty z sercem. Lekarze twierdzą, że z czasem wszystko dojdzie do normy. Nie ma jednak najmniejszej wątpliwości, że zadecydował pierwszy kwadrans. Gdyby nie Adam i jego determinacja Ewa na pewno by nie żyła. Każdy z nas może znaleźć się w roli Adama. Czy zdamy wtedy ten egzamin.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW