Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Kobiety do rządzenia … tylko czym?
dodano 28.04.2010
Czym w polityce zajmują mężczyźni a czym kobiety i co z tego wynika dla pomysłu wprowadzenia do sejmu parytetu kobiet? Może gdyby „polityczki” poza sprawami kobiet raczyły zajmować się także sprawami całego społeczeństwa, byłoby ich w parlamencie więcej.
Nie rozumiem zatem, czemu mielibyśmy zmuszać kobiety do uznawania za swoją reprezentację osób nie wyłonionych na podstawie wyborów, jakich kobiety te dokonują, ale na podstawie kryterium płci. Zwłaszcza, że reprezentacji takiej nie zapewniamy innym grupom społecznym. Nie zapewniamy jej ludności wiejskiej czy rolnikom, mieszkańcom ściany wschodniej, homoseksualistom, górnikom (których jest we władzach znacznie mniej niż np. prawników), ludziom młodym (drastyczne niedoreprezentowanym) czy niżej wykształconym. A przecież kryteria wieku, wykształcenia, miejsca zamieszkania, orientacji seksualnej czy zawodu nie miej różnicują ludzi niż płeć. Jeżeli feministki uważają, że kobiety bardziej niż rolnicy, geje, kaszubi, mieszkańcy Polski B, dwudziestolatki, absolwenci techników czy górnicy zasługują na udział we władzach, to niech pokażą to w demokratycznych wyborach. Niech sprawią, że te tak „potrzebne” przedstawicielki będą wybierane przez więcej niż 2% kobiet, które miałyby one „reprezentować”. Ale niech nie wpychają do parlamentu stałej liczby kobiet krzykami na ulicach i płakaniem w rękaw redaktorom telewizyjnym, bo to jest nie uczciwe wobec grup nie posiadających takich wpływów jak feministki.
Wybory mają to do siebie, że zarówno kobieta czująca potrzebę głosowania na kobietę jak i rolnik czujący potrzebę głosowania na rolnika, ślązak głosowania na ślązaka a gej na geja itd. mają taką samą szansę wyrazić swoją potrzebę bycia reprezentowanym przez osobę do siebie podobną. Tymczasem ulica ma to do siebie, że prawa przez nią narzucane odzwierciedlają zdanie grup najlepiej zorganizowanych, najbardziej aroganckich i krzykliwych oraz najzachłanniejszych. Jeżeli nawet założylibyśmy, że każdy chciałby mieć w sejmie reprezentację osób jemu podobnych, to najlepszym sposobem na osiągnięcie tego są właśnie wybory, a nie krzyki na ulicy, gdyż każdy ma taką samą możliwość pójścia do urny, ale nie każdy ma taką samą możliwość zorganizowania manifestacji lub zainteresowania sobą środowisk dziennikarskich i akademickich. Nie rozumiem czemu feministki miałyby wprowadzić parytet kobiet raz na zawsze do parlamentu krzykami na ulicach, podczas gdy rolnicy, geje, kujawiacy, młodzież ani nawet górnicy nie byliby w stanie uczynić podobnie, bo nie są tak wpływowi jak feministki. Jeżeli w danym okresie społeczeństwo uzna, że potrzeba jest 50% (czy 70%) kobiet w parlamencie, to potrzebę tę lepiej oddadzą wybory przeprowadzone w tym okresie, a nie ustawa narzucająca raz na zawsze (czy na wiele lat), co narodowi wolno wybrać a czego nie. Tzw. demokracja parytetowa, niezależnie od tego czyich parytetów by nie dotyczyła, może doprowadzić co najwyżej do takiej sytuacji, w jakiej znajduje się podzielona wewnętrznie i zwaśniona Bośnia i Hercegowina.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW