Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Ich ofiara nie poszła na marne
dodano 04.05.2010
Nasza największa (pod względem ważności ofiar) katastrofa była spowodowana czynnikiem ludzkim.
Natomiast nie można wykluczyć, że ich kontroler miał mentalność naszego dróżnika (wszak jesteśmy braćmi Słowianami) -wystarczy przejrzeć statystykę wypadków na strzeżonych przejazdach kolejowych… Mógł być zmęczony lub "zmęczony" po imieninach, po wypłacie, po naganie albo po awansie...
Co do językowej znajomości naszych pilotów. Można znać język bardzo dobrze, ale w sytuacjach krytycznych, zarówno ze strony załogi, jak też kontrolerów, może dojść do braku zrozumienia, zwłaszcza że mogą dochodzić dodatkowe hałasy lub zakłócenia na łączach. Pewne słownictwo jest tak specjalistyczne oraz mające inne znaczenie w mowie bardziej potocznej, że podczas prowadzenia najważniejszych rozmów, które trwają zwykle kilkadziesiąt końcowych sekund, może dojść do nieporozumień. W krytycznych sytuacjach ludzie mogą niewyraźnie mówić albo niedokładnie rozumieć znaczenie słów, zwłaszcza jeśli nie są wymawiane w języku ojczystym. Dramaturgię pogłębia fakt, że załoga odpowiada za życie pasażerów i ryzykuje przy tym swoim życiem, zaś kontroler - cokolwiek by dobrego/złego o nim nie powiedzieć - życiem nie ryzykuje; może co najwyżej stracić pracę lub iść do więzienia. Nie należy również zapominać o ewentualnej awarii albo o pracach remontowych na wieży lub w centrum kontroli ruchu lotniczego. Z tego powodu wydarzyły się już wypadki* i ten aspekt należy również brać pod uwagę.
Bywaly także wypadki** (również przy udziale mgły!) spowodowane czynnikiem ludzkim. Jeśli samolot odbywa zwykły lot, to pilot - jeśli otrzyma informację o kłopotach pogodowych na docelowym lotnisku - podejmuje decyzję o locie na lotnisko zapasowe i zwykle nikt na niego nie naciska, choć mogą zaistnieć pewne problemy organizacyjne (zapewnienie hotelu i przejazdu). Codziennie tysiące pilotów podejmują decyzję o lądowaniu - oni MOGĄ (ale nie MUSZĄ) dotrzeć za wszelką cenę do docelowego lotniska.
Jeśli jednak samolot udaje się w ważną polityczną podróż, wioząc najważniejszych ludzi w państwie, którzy to ludzie nie jadą w celach turystycznych, ale z ważną misją, której powodzenie zależy od załogi, to piloci czują presję sytuacji (w tym spóźniony odlot), nawet jeśli nikt otwarcie nie nalegał na lądowanie na zamglonym lotnisku. Wystarczyło uprzejme pytanie jakiegokolwiek miłego a ważnego człowieka w obecności innych osób (polityków, oficerów, stewardes i kolegów) - i co, panie kapitanie, chyba z opóźnieniem i pogodą to polski podniebny ułan chyba sobie zgrabnie poradzi?
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW