Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Myślozbrodni ciąg dalszy
dodano 17.06.2008
Nie interesuje mnie, kim był TW "Bolek", interesuje mnie debata o przyszłości Polski. Lech Wałęsa też powinien dojść do tych wniosków.
Ale jednak piszę tego posta i roztrząsam sprawę "Bolka". Muszę to robić, ponieważ na moich oczach umiera legenda. Umiera legenda Lecha Wałęsy. Jej grabarzami nie są jednak profesor Zybertowicz i doktorowie Centkiewicz i Gontarczyk. Jest nim sam Wałęsa. Jak top możliwe, że człowiek, który większość swojego życia poświecił walce o demokrację mówił: "pomyślenie o tym [że TW "Bolek" to Lech Wałęsa] to zbrodnia!" Panie prezydencie, chyba o to Pan walczył, aby każdy Polak mógł myśleć co zechce i mówić to co myśli, prawda? Bo z tego, co Pan mówi wynika, że walczył Pan o legendę Lecha Wałęsy. Niestety.
We wczorajszym programie "Tomasz Lis na żywo" doszło do kolejnej konfrontacji prof. Zybertowicza z Lechem Wałęsą. Z rosnącym smutkiem słuchałem jak były rezydent obrzuca swojego rozmówcę obelgami ("obelgi to argumenty tych, którzy nie mają argumentów"). Z jeszcze większym smutkiem słuchałem płomiennej mowy Wałęsy w której przekonywał, że on sam obalił komunizm a następnie wyprowadził wojska sowieckie z Polski, konkludując, że był za skromny, aby się tym chwalić i dlatego teraz pomniejsza sie jego zasługi. Czy tylko ja widzę, że ten człowiek, wielki bohater "Solidarności" zachowuje się jak małe dziecko, któremu zabrano zabawki? W mojej ocenie we wczorajszym programie wielki Lech Wałęsa zachował się jak, nie przymierzając, Krzysztof Kononowicz Nikt nie ma odwagi przyznać, że Lech Wałęsa całym spektaklem pod tytułem "Bolek" się kompromituje, z całym przekonaniem zapewniając nas, że jest bogiem albo przynajmniej herosem, lub mówiąc bardziej dosadnie, świętą krową, o której nawet pomyśleć nie można źle (przypomina mi się orwellowska "myślozbrodnia")? Na naszych oczach tytan zmienił się w człowieka opętanego wizją własnej wielkości, którego media wodzą za nos zmuszając do przedłużania całego widowiska. Jeżeli prawdą jest, że wódz "S" był Tajnym Współpracownikiem, to najlepiej dla niego byłoby po prostu się przyznać. Zyskałby wtedy moje autentyczne uznanie i potwierdziłby swoją odwagę (W mojej ocenie współpraca z tajnymi służbami w tamtym okresie nie jest niczym hańbiącym. Wydaje mi się, e gdyby funkcjonariusz SB powiedział: 'słuchaj Wasilewski, albo podpisujesz ten papierek, albo zabijemy całą twoja rodzinę', to ja podpisałbym go wszystkimi rękami i nogami). Jeśli jednak Wałęsa nigdy z SB nie współpracował, to dlaczego tego nie udowodni, skoro, jak twierdzi, ma ku temu odpowiednie dokumenty? Nie chciałbym wpisywać się w styl pana Palikota, ale myślę, że Lech Wałęsa nie zachowuje się w tej sprawie całkowicie racjonalnie. A może cała medialna otoczka wobec sprawy "Bolka" jest Lechowi Wałęsie na rękę? Może mile łechcą go kolejne listy wielkich osobistości, takich jak Maria Dmochowska, i dziennikarzy, takich jak Tomasz Lis, zapewniających go o swoich poparciu, współczuciu i gniewie na tych, którzy ośmielili się źle pomyśleć o wielkim bohaterze? Może to właśnie awantura o "Bolka" trzyma go jeszcze na pierwszym planie debaty publicznej?
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW