Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Pęknięte z żalu serce, cz. 2
dodano 12.07.2010
Krzysztof - Nie zapomnę sytuacji, kiedy na siłę zabierano mnie po tej tak zwanej rozprawie do sali, jak babcia stała przy tym bezradna i patrzyła na to wszystko przerażona i ze łzami w oczach. Odprowadzano mnie siłą i szarpano przy tym, gdyż zgłaszałem sprzeciw, a ordynator, który też tam był i którego poprosiłem o pomoc odpowiedział bezczelnie: „...Niczego nie słyszę”. Boże, pomyślałem wtedy, gdzie ja się znalazłem?! Czy to obóz koncentracyjny? Moją pracę maturalną pisałem o obozach zagłady, o nazistowskich metodach eksterminacji, a tu nagle czułem, jakbym sam właśnie w takim miejscu się znalazł. Od czasu wydania postanowienia przez panią sędzię M. zaczęto mnie po prostu „leczyć” na „schizofrenię paranoidalną”, odkryto „psychozy wysokopostaciowe”...
Elżbieta - Mama po tym wszystkim powtarzała, że niech ona prędzej z tego świata odejdzie, aniżeli Krzysiu miałby pozostawać w psychiatryku, że sobie tego nigdy nie wybaczy. Tłumaczyłam jej, że to nie ona jest winna, tylko pogotowie, lekarze psychiatrzy i sąd są winni, że musi o siebie zadbać, jeść i pić, że ja i Krzysiu bardzo ją potrzebujemy, że musi żyć. I tak walczyłyśmy razem o Krzysia. A jak już udało nam się dosłownie „wypłakać” od dr. G. tą przepustkę na weekend i wyjechałam z nim za granicę, zadzwoniłam do mamy, że już jesteśmy razem z Krzysiem w bezpiecznym miejscu i żeby się nie martwiła. Ale ona dalej płakała, była przestraszona i mówiła, że policja będzie Krzysia szukać, że mogą włączyć Interpol, że go zamkną. Uspokajałam ją, że Krzysiu nie popełnił żadnego przestępstwa, to dlaczego ma go ścigać policja, w dodatku jeszcze Interpol? Postanowienie jest nieprawomocne i złożyliśmy przecież apelację, że ma przestać płakać i zamartwiać się, bo jeszcze jest wyższa instancja, więc będziemy walczyć, w końcu jesteśmy prawnikami, ale... bez skutku... Mama nie dała sobie rady z tym, co nam się przytrafiło, nie wytrzymała ciągłego napięcia nerwowego. Chorowała na serce, cierpiała na niewydolność układu krążenia, a po incydencie z Krzysiem jej stan raptownie uległ pogorszeniu, zasłabła i po kilkudniowym pobycie w szpitalu niestety zmarła.
- Prawi ludzie ciężko znoszą kłamstwa.
Elżbieta - Właśnie. I to jest problem. Jeszcze trzeba sobie wyobrazić, bo pani sędzia w uzasadnieniu napisała, że Krzysiu stanowił nie tylko „zagrożenie dla siebie, ale i dla babci”, z którą mieszka, więc jak można się czuć? Krzysiu z moja matką nie mieszkał, ona miała swoje własne mieszkanie. Krzysiu mieszkał ze mną, a moja matka przyjechała do niego, bo on ją poprosił o pomoc. Pozostał w domu sam, bo ja wyjechałam 5 kwietnia do Niemiec, gdzie realizuję grant naukowy. Też czuję się winna tego dramatu, bo to ja wysłałam Krzysia do Rejonowej Poradni Lekarza Rodzinnego. Krzysiu dzwonił do mnie, że ma gorączkę powyżej 39 stopni, że jeździł wcześniej na rowerze i go przewiało, i że ma okropne bóle głowy i uszu. Poradziłam mu więc, aby skonsultował to z lekarzem rodzinnym w przychodni rejonowej. To chyba normalna reakcja? Nie wiedzieliśmy wtedy, że ta niewinna historia będzie miała dla wszystkich takie dramatyczne następstwa.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW