Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Skupów złota ciąg dalszy
dodano 06.10.2010
Jak pisałam w poprzednim swoim felietonie, od pewnego czasu zauważam zawojowanie naszego rynku przez zagraniczne skupy złota.
Kurier do mnie przyjechał i odebrał paczkę. Troszeczkę zawiodłam się sposobem zamawiania kuriera, bo na mojej głowie leżało wydrukowanie odpowiednich załączników i wręczenie ich kurierowi. Ale zapewniono mnie, że w przypadku problemów z wydrukiem, otrzymam stosowane dokumenty pocztą tradycyjną, tylko że to o wiele dłużej trwa. Postarałam się więc i wydrukowałam.
Kurier przybył do mnie o umówionej porze (ustala się dzień oraz tzw. widełki, w których może się pojawić), spakował moje rzeczy do koperty, podpisał pokwitowanie, a mnie pozostało martwić się, co dalej będzie, czym mnie zaskoczą, w czym mnie oszukają.
Zaskoczyli mnie tym, że dzień po wizycie kuriera miałam już na skrzynce e-mailowej wiadomość o otrzymaniu przez firmę Złota Gotówka mojej przesyłki i trwa ich wycena.
Zaledwie następnego dnia ponownie się zaskoczyłam, widząc wycenę na e-mailu. Nieufnie przyjrzałam się jej – każdy przedmiot rozpisany, podana próba oraz waga (wysłałam również przedmioty ze srebra, żeby doważyć przesyłkę do 20 gram – tylko wówczas wysyłany jest bezpłatny kurier).
Każdą wycenę rozłożyłam na czynniki pierwsze i jedyne, czego mogłam się doczepić, była waga przedmiotów. Od mojej ta podana przez firmę różniła się o.... 0,10 grama. Czy miałam się czego doczepiać? Chyba nie. Szczególnie, że jestem diabetykiem i używam w domu wagi kuchennej, która też pokazuje mi wagę raz w tę, a raz w drugą stronę przy różnicy. Dlatego uznałam, że 0,10 grama mieści się w granicy dopuszczalnego błędu i mojej tolerancji.
A ceny? Ceny były, jakie powinny być. Przyjrzałam się nawet miejscom po przecinku – żadnego zakłamania!
Oddzwoniłam do firmy i powiedziałam, że zgadzam się na wycenę (mail z wyceną zawierał takie pytanie: „Czy zgadza się Pani z naszą wyceną?”), a kilka godzin później na e-mailu miałam informację o dokonaniu przelewu. Dzień później przelew był na moim koncie.
Chciałabym jakoś rozsądnie podsumować mój artykuł, ale jedyne, co mogę napisać, że moje dziennikarstwo śledcze, a właściwie żądza sensacji i żądza niesprawiedliwości, zostały niezaspokojone.
Firma, którą obrałam sobie na celownik, całkowicie wywiązała się ze swojej roli, z punktów zawartych w regulaminie. Na dodatek czułam się jak klient najważniejszy, klient kluczowy, bo na każdym kroku byłam informowana o postępach w „pracach” nad moją przesyłką. Do tego przedstawicielka nie dała się zbić z pantałyku i odpowiadała na każde moje pytanie, i to w sposób niewyuczony! Nie w mechaniczny!
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW