Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Filozofia mądrej pomocy
dodano 01.03.2011
Prawdziwy wędkarz, jeśli chce łowić, zrobi sobie wędkę z patyka. Ubogi człowiek nie oznacza biednego.
Ja się z takim pomaganiem głęboko nie zgadzam. Przecież każdy z nas pamięta sytuację, kiedy otrzymał beznadziejny prezent. Sam przez lata czuję to poniżające uczucie: lepiej mogłeś mi nic nie dawać. Po co mnie poniżyłeś. Nie musiałeś tego robić.
Dlatego w SZLACHETNEJ PACZCE akcentujemy, że to powinien być prezent. Przemyślany i odpowiedni dla tych, którzy go otrzymują. Rzeczy bowiem przeminą. Ale pamięć, że dla kogoś byłem ważny, nie. To właśnie jest największą wartością Paczki. Daje nadzieję. Dla kogoś jestem ważny, komuś na mnie zależy. Więc jeszcze raz spróbuję, może tym razem uda mi się.
Pomagają ludzie, nie rzeczy
To jest bardzo proste stwierdzenie, a ostatnio po raz kolejny okazało się niezwykle odkrywcze. Widzieliśmy to wyraźnie w czasie ubiegłorocznej powodzi. Kolejne fale powodziowe zmobilizowały wielu ludzi do pomocy poszkodowanym. W wielu miejscach zbierano na i dla powodzian. Potem pomoc jechała na miejsce katastrofy. I gdybyśmy tego nie widzieli, trudno było by w to uwierzyć. W wielu miejscowościach trwały spory. Bo przyjechał transport. Biły dzwony, ludzie zbiegali się. Brał każdy. Przede wszystkim ci, którzy mieli najbliżej. Wielu najbardziej poszkodowanych nawet nie słyszało o transporcie. Właśnie próbowali coś uratować ze swojego dobytku. Mówiono o takich, którzy mają na przykład zapasy środków czystości na dziesięć lat. A powódź była u nich tylko w ogródku. To samo działo się w urzędach. Jeden miał dom zalany do po dach. Inny tylko domowe obejście. Ale też walczył o pomoc. Nawet do naszego biura, do Stowarzyszenia WIOSNA, przyszła pięćdziesięcioletnia kobieta ze straszną awanturą. Co prawda zalało jej tylko grządki, ale domagała się pomocy. Domagała się, to znaczy krzyczała. Atmosfera niesprawiedliwości do dzisiaj panuje w wielu miejscowościach.
Wolontariusze SZLACHETNEJ PACZKI, którzy dotarli bezpośrednio do poszkodowanych poznali inny świat. Często świat łez. Przyjeżdżali do nas z wyprawy i często, zbyt często, powtarzali słowa powodzian: „to niesamowite, że nas znaleźliście. Jesteście pierwszymi, którzy nas odwiedzili. Ktoś po raz pierwszy zainteresował się naszą krzywdą”. Nawet jeśli prezent dla nich był wart „tylko” 200 zł, czynił cuda. To jedyna pomoc, o którą nie trzeba było walczyć. Ktoś ich znalazł, chciał pomóc.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW