Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Książka dobra w 73 procentach
dodano 30.04.2007
Nie wiem tak naprawdę, czym był komunizm. Mogę się tylko domyślać, czym jest teraz, zarówno w praktyce, jak i w pamięci. Słyszałem wiele o polityce cenzury, jaką prowadziły niegdysiejsze władze. Czytałem także książki wydane w tamtych czasach. Boję się operować pojęciami, których tak naprawdę nie rozumiem. Mam, mimo wszystko, wątłą nadzieję, że młodości wiele się wybaczy (przecież nie trzeba znać budowy radia, aby go słuchać).
Oczywiście problem ten tyczy się nie tylko telewizji. Tyczy się w za
adzie wszystkiego, co można sprzedać, od kartofli (bo pewnie nie muszą być zdrowe i smaczne, mają być ładne), po najwyższą sztukę. A tak bardzo nam się to wszystko gmatwa, tak bardzo chcemy być w porządku w stosunku do samych siebie, że nagle okazuje się, że tracimy nad wszystkim kontrolę. Niestety, taka społeczna bomba atomowa, nie da się tak łatwo zatrzymać, możemy tylko włączyć odliczanie. Przykład? Proszę bardzo - wspomniane już "Ich Troje". Sam wokalista przyznaje, że to, co tworzy, nie jest zbyt wysokich lotów. Ale ludziom się podoba. Jest ważne, jest dochodowe, popularne. Znaczy niby dobre. Zespół jedzie na Eurowizję, bo dużo osób dostało dużo smsów (parę osób dostało też dużo pieniędzy, ale to inna sprawa). Ma zaśpiewać piosenkę o Unii Europejskiej. W międzyczasie idzie wniosek do Prokuratury Okręgowej o niepoprawność polityczną utworu "Keine Grenzen". I tak dokoła wojtek, napięcie, napięcie, napięcie. Robienie sprawy. Jak kiedyś na koncercie wokalista pluł na publiczność, to była norma. Teraz nie może się taki nawet krzywo uśmiechnąć. Bo traci oglądalność, sprzedawalność.
W książki to wszystko wkroczyło bardzo delikatnie. Bo książka jest bardzo bezpośrednia: zapłacisz albo nie zapłacisz. Liczbę sprzedanych egzemplarzy można bardzo łatwo policzyć. Cenę też. Do machinacji finansowych nawet nie potrzebny jest kalkulator (zaraz, wróć, wszedł VAT, to i procenty się pojawiły. Ale obalmy te... przekonania i idźmy dalej). No więc to autor (bo na autorze to się jeszcze skupia, niestety, mniej na wydawnictwach) myśleć musi z każdym zdaniem, z każdym przecinkiem, co by tu napisać, żeby się ludziom podobało. Nie, żeby było dobre. Faktycznie, i przy tej okazji może powstać coś wybitnego, ale nie oszukujmy się, poczytność nie powinna stawać się najważniejszym kryterium wyboru. Tworzenia. Nie może być jedyną wartością książki. Bo do czego to doprowadzi? Ba, do czego to już doprowadziło? Harry Pottery, zabawki, figurki, przewodniki po Hogwardzie, to wszystko kręci się wokół tego, że pani Rowling wymyśliła sobie, co świetnie daje się sprzedać. I dobrze wymyśliła, poniekąd, nie to jednak jest istotne, ale wartość marketingowa. A co my biedni możemy zrobić? Tylko pójść za systemem. Bomba atomowa. Samonakręcająca się sprężyna. Co będzie, wraz z coraz większym napinaniem się mechanizmu? Co czeka nas na końcu? Wybuch? Koniec wartości? Teoretycznie płakać nie powinniśmy, w bibliotekach jest dużo więcej dobrych książek niż jesteśmy w stanie przeczytać. Ale to wszystko przygnębia. Przytłacza. Ogłupia. Najbardziej chyba, że nic nam do systemu. Jako czytelnikom, wydawcom, pisarzom. To nie nasze społeczeństwo. Nie nasi konsumenci. Ziarnko piasku nie odmieni mandali.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW