Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Między młotem mocarstwowości a kowadłem marginalizacji
dodano 13.07.2007
Dylematem Polski jest że "i chciałaby, i boi się". Z jednej strony dobrze jest być partnerem i współdecydować o kształcie swego losu, ale z drugiej trzeba znać swoje miejsce w szeregu.
W porównaniu z potężnymi korzyściami jakie Europie dają relacje surowcowe i strategiczne z Rosją w obliczu konkurencji z Ameryką i problemu muzułmańskiej imigracji, nasze stawianie się i pakowanie koła w szprychy naraża nas na szereg retorsji, które z grzeczności politycy europejscy oględnie przedstawiali w retorycznym pytaniu czy warto umierać za pierwiastek? Czy stać nas na prawdziwe postawienie się i ryzykowanie konfliktu? Nawet Zbigniew Brzeziński przed szczytem w Brukseli ostrzegał, że nasza pozycja w Waszyngtonie zależy od naszej pozycji w Unii. Ten sam polityk nieraz powtarzał, że głównymi partnerami USA w Europie są Niemcy. Skoro słucha go Senat amerykański, to może my też powinniśmy. Czy my odbieramy takie sygnały jak choćby to symboliczne podesłanie naszym w Afganistanie złomu zamiast wozów bojowych? W tym starciu możemy tylko oberwać po ryju i nikt się za nami nie wstawi. Bo kimże jesteśmy?
Prawdziwe tygrysy gospodarcze są w Azji, prawdziwe studnie bez dna do pompowania wszelkich dostępnych pieniędzy w Afryce, prawdziwe problemy polityczne do rozwiązania są z Islamem i Rosją. Sprawy, którymi Zachód naprawdę żyje są nam obce a nasze problemy im. Jeśli rzeczywiście chcemy być aktorem w jakiejś ważnej grze, to jedynym pomysłem na to jest modlić się o wojnę rosyjsko-amerykańską i zaoferować w niej silniejszemu swą strategiczną pozycję, co zresztą chyba robimy. Ja rozumiem, że może to być nawet korzystne dla oferentów, ale czy my, obywatele, wkładając palce między drzwi możemy na tym coś wygrać? Bo nawet jak Rosja zostanie pokonana i jakimś cudem nie dojdzie do eksplozji nuklearnych, to chętnych na eksploatowanie tego kraju jest więcej niż Iraku a my w Iraku dostaliśmy raptem możliwość sprzedaży tam kilkuset wozów bojowych i paru tysięcy karabinów.
Tak bardzo chcemy być aktorem globalnym... W '39 też się Śmigłemu wydawało, że -- jak w piosence -- "nikt nam nie zrobi nic!" Tylko potem, już po srogim laniu, okazywało się, że Beck był podejrzewany o agenturalne związki z Niemcami. Czasem brzydki wróg jest mi na rękę, bo może dać dobry pretekst, nieprawdaż? Jest w Europie sporo krajów silniejszych i bogatszych od Polski, które jak widać aż takich jak my aspiracji do wtrącania się w niemieckie plany nie mają i żadna korona im z głowy nie spada. A może sobie myślą: a niech się tam Niemcy realizują w tym co od pokoleń mają zakorzenione w głowach, czyli przewodzenie imperiom, bo może się do tego nadają?
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW