Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Błąd, zaniedbanie czy przypadek - jak umarł mój mąż?
dodano 20.08.2007
Powodem śmierci mojego męża było zaduszenie się - lekarze nie zaintubowali go na czas. Popełnili błąd i nie ponieśli za to żadnej odpowiedzialności - sąd umorzył sprawę.
Po odjeździe karetki przyjechałam do domu, spakowałam mężowi rzeczy potrzebne do szpitala i udałam się do Puław samochodem z rodziną. W drodze minęliśmy się z karetką, która wiozła męża. W szpitalu w Puławach byłam ok. godz. 16.00. Dowiadziałam się, że mój mąż nie żyje.
Lekarz w szpitalu poinformował nas, że pomimo natychmiastowej reanimacji, która trwała ok. 50 min., nic nie dało się już zrobić. Na jakąkolwiek pomoc lekarską w Puławach było już za późno. Lekarz Krystyna K., która była obecna przy reanimacji nalegała, aby zrobiono sekcję zwłok w celu wyjaśnienia przyczyny zgonu. Motywowała to tym, że dyrekcja szpitala w Puławach będzie również nalegać na wykonanie sekcji zwłok, aby wyjaśnić przyczyny śmierci. Lekarka, która była bezpośrednio przy reanimacji męża, była bardzo zszokowana tak nagłą śmiercią. Po wyrażeniu zgody na przeprowadzenie sekcji, wyniki wykazały, iż przyczyną śmierci było ostre zapalenie krtani, co spowodowało niewydolność oddechową, obrzęk płuc i dalej mózgu.
Chciałabym, aby wyjaśniono mi, jak to możliwe, że dopuszczono do śmierci mojego męża, biorąc pod uwagę, iż był w rekach lekarzy od 12.00 do 15.25 (o tej godzinie zakończył życie). Nie rozumiem, dlaczego wieziono go do innego szpitala, mając na miejscu anestezjologa, laryngologa oraz innych lekarzy, a ponadto oddział intensywnej terapii.
Postępowanie w tej sprawie jest już zakończone. Prokuratura przekazała sprawę do sądu, a ten ją umorzył. Nie mogę pogodzić się z tym faktem. Tu ewidentny błąd popełnili lekarze. Szpital w Dęblinie słynie z takich błędów, przez które wielu pacjentów zmarło. Niestety rodziny tych ludzi bały się i nadal się boją o tym głośno mówić. W przypadku mojego męża – doktor kończył już dyżur i dlatego kazał odwieźć pacjenta do szpitala oddalonego o ok. 30 km od Dęblina. Gdyby mój mąż został wtedy zaintubowany - żyłby dzisiaj! Dlaczego tego nie zrobiono?
To pytanie było zlekceważone nawet przez prokuratora i sąd w Rykach. Nieprawdopodobne jest to, że prokurator czy sąd nie dopatrzyli się nieprawidłowości w zeznaniach lekarzy (każdy zeznał co innego). Nie jest dla nich ważne, że przyczyną śmierci mojego męża nie był zawał czy wylew (tak jak podejrzewano) – tylko ZADUSZENIE SIĘ! Tak wykazała sekcja zwłok. Mój mąż będąc 3 godz. w rękach lekarzy – udusił się. Nie muszę chyba pisać, jakim było to szokiem dla mnie i moich dzieci.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW