Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Mój stadionowy debiut
dodano 12.09.2007
Trudno w to uwierzyć, ale będąc studentem dziennikarstwa sportowego i fanem futbolu, jeszcze nigdy w życiu nie byłem na meczu piłkarskim. Aż do teraz. Myślę, że to nie był zwyczajny debiut. Niecodziennie można obejrzeć na żywo Ronaldinho.
Miałem spore obawy, co do poziomu gry. W końcu to towarzyski mecz, nie można było oczekiwać ostrej walki o każdą piłkę, gryzienia trawy przez zawodników i wielu spornych sytuacji. Oba zespoły zaczęły spokojnie, Brazylijczycy jakby od niechcenia, a gospodarze prezentowali od samego początku większą werwę. Odniosłem wrażenie, że piłkarzom kopanie piłki nie sprawia absolutnie żadnej trudności, nieważne czy podanie było krótkie, czy długie, słabe czy mocne. Zupełnie jakby kopali balonik. Czas mijał niespodziewanie szybko i można by powiedzieć, że już po zaledwie 5 minutach padła pierwsza bramka, a tak naprawdę była to 20. minuta meczu. Niespodziewanie prowadzenie objęli Amerykanie. Z rzutu rożnego w pole karne Brazylii dośrodkował Landon Donovan, a piłkę do bramki strzeżonej przez Doniego skierował obrońca Fulham Londyn, Carlos Bocanegra. Na trybunach szał radości i okrzyki "USA, USA!". Ja również się ucieszyłem, ale raczej z tego, że ta bramka mogła podziałać mobilizująco na gości, dzięki czemu zapowiadał się ciekawy mecz.
Mimo straty gola, to Brazylia była bliższa objęcia prowadzenia kilka chwil wcześniej. Najpierw w dobrej sytuacji znalazł się Robinho, ale uderzył tylko w boczną siatkę. Kilka minut później świetne prostopadłe podanie od Ronaldinho otrzymał Afonso, jednak po jego technicznym strzale piłka odbiła się od słupka i wyszła poza linię końcową. W 29. minucie znowu gwiazdor FC Barcelony wrzucił piłkę z rzutu wolnego w pole karne, tam świetnie wyskoczył Afonso, ale Howard pewnie wyłapał jego strzał. Jednak już 180 sekund później był bezradny. Po kapitalnie przeprowadzonej zespołowej akcji w polu karnym znalazł się Kaka. Jego strzał fantastycznie wybronił golkiper Evertonu, niestety piłka trafiła w nadbiegającego Oguchi Onyewu i wpadła do bramki Amerykanów. Na trybunach rozległa się brazylijska samba. 1:1.
Gospodarze jednak wciąż próbowali atakować, ale ich strzały minimalnie mijały bramkę Brazylijczyków. Oni również mieli swoje szanse. Tuż przed przerwą efektownie na lewym skrzydle pokazał się Robinho. Kilka sekund "poczarował" dwóch obrońców przy linii bocznej, po czym jednym zwodem wkręcił ich w ziemię, zostawiając za swoimi plecami. Skrzydłowy Realu Madryt wpadł w pole karne, minął kolejnego rywala, już miał podawać, gdy kolejny defensor zrobił wślizg i powstrzymał atakującego Brazylijczyka. Kibice byli przekonani, że należał się rzut karny, ale arbiter był innego zdania. Na szczęście był przynajmniej konsekwentny i po tym, jak lekarze zajęli się zwijającym się z bólu Robinho, sędzia upomniał go żółtą kartką za symulowanie. Wynik do końca połowy nie uległ zmianie.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW