Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Polska wyborcza kampania transferowa
dodano 21.09.2007
Cechą PRL-owskiej propagandy politycznej było używanie w dużych ilościach rozmaitych określeń i przymiotników, wskazujących z jednej strony na negatywne cechy "zgniłego" Zachodu i "odwetowców" z Bonn, z drugiej na pozytywne cechy, wszak "prze
Otóż w jednostce, w której odbywałem (2 letnią !) służbę wojskową zmienił się jej dowódca, a nowy okazał się zwolennikiem ścisłej, formalnej dyscypliny, wymagając np. rygorystycznie salutowania. Pewnego razu, akurat w trakcie trwającej niedaleko wejścia do sztabu odprawy warty (w której uczestniczyłem) z budynku sztabu wychodził szef parku samochodowego, major K., były frontowiec, ceniony i lubiany przez kierowców za fachowość, ale i nieformalne traktowanie ich rozmaitych grzeszków. Major wychodził spiesząc się i wyraźnie zaaferowany. W tym samym momencie do budynku sztabu wchodził nowy dowódca, pułkownik, młodszy od majora wiekiem, drobnej postury i niewielkiego wzrostu. Major najwyraźniej nie zauważył dowódcy i nie zasalutował, wobec czego ten zawrócił go komendą "majorze - wróć!" i zażądał oddania honorów.
Major stanął przed pułkownikiem w niezbyt formalnej postawie zasadniczej, siedmiokrotnie machnął ręką do daszka czapki i głośno zameldował:
- Masz głupi ch. . . . na cały tydzień !
po czym odwrócił się i odszedł, nie dając czasu na reakcję pułkownikowi.
Skończyło się to dla niego aresztem koszarowym (miał tzw. "plecy"), ale także śmiechem i uznaniem wśród żołnierzy, nie przepadających za "waleniem do dacha".
Odwołując się do tej historii, można by poradzić minister Fotydze, by na wypadek kolejnych, wymuszonych odwołań i powołań na swoje stanowisko złożyła przysięgę na zapas dwu, czy nawet trzykrotnie.
Ważnym elementem trwającej kampanii wyborczej okazały się niespodziewane transfery, ale też wyautowania polityków pomiędzy i z list wyborczych. Szczególną sensację wzbudziła jak wiadomo decyzja Jana Rokity o rezygnacji z kandydowania w ogóle.
Poza dość formalnym powodem zaangażowania się żony pana posła po przeciwnej stronie barykady (jako doradcy Prezydenta ds. kobiet), komentatorzy nie ustają w poszukiwaniu faktycznej przyczyny tej rezygnacji. Dołączając zatem do tych poszukiwań, obstawiam powód następujący:
To co się działo wokół krakowskiej listy kandydatów do Sejmu, a i to, co się działo wcześniej wokół Jana Rokity w Platformie, być może wreszcie uświadomiło mu, że jest on dla tej partii prawdziwym kłopotem, jako zdecydowany przeciwnik zafiksowanej już wstępnie (na razie tajnej) koalicji powyborczej z LiD-em (dla LiD-u taką samą, dużą przeszkodą, byli spuszczeni z wodą byli liderzy Miler i Dyduch). Pozostając na liście i będąc prawie na pewno wybrany, wobec powstającej koalicji byłby bezradny, a zaprotestować mógłby tylko występując z partii i to bez powrotu. Natomiast jako zwykły, nie prominentny członek może spokojnie poczekać, na prawdopodobnie zakładane przez niego, szybkie zakończenie tej współpracy, co umożliwi mu tryumfalny powrót na partyjne szczyty, jako jedynemu nie "umoczonemu" we współpracę z postkomunistami i nieskalanemu autorytetowi moralnemu. Nie piszę tego w formie zarzutu wobec Jana Rokity - wręcz przeciwnie, uważam to za mądrą, perspektywiczna decyzję, ponieważ Platforma na współpracy z LiD-em skorzysta najpewniej dokładnie tak samo, jak PiS na współpracy z Samoobroną.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW