Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Będąc młodą konowałką cz.1
dodano 12.10.2007
Wredne przez wesołe przez wredne
Dokąd to wszystko zdąża? Kiedy skończy się ta idiotyczna gonitwa w piętkę? Kto rozwiąże węzeł gordyjski i komu spadnie na łeb nieuchronny miecz Damoklesa?
Byle nie mnie i moim bliskim oczywiście. W tej sytuacji wykażę się nadnaturalnym egoizmem.
A propos absurdów (zanim dotrę do tych naprawdę wesołych i luźnych treści muszę rozprawić się z nimi niestety…), ciekawym zjawiskiem z mojego przynajmniej punktu widzenia okazała się być ustawa o ratownictwie medycznym.
Dlaczegóż to?
Ha!
Komedia omyłek. Normalnie normalka.
Po pierwsze, najpierw był projekt, który założył przejęcie funkcji ratowniczych przez tzw. „ratowników medycznych”, a potem dopiero zaczęto ich „produkować”.
Na czym polegała ta produkcja w rzeczywistości?
Na przekwalifikowywaniu w sposób naturalny ogólnie dostępnych w DPD (w całym kraju) kierowców i sanitariuszy, również tych jedną nogą na emeryturach.
Pal sześć wiek jednak. Kłopot największy stanowiły braki w wykształceniu.
Ale że Polak potrafi, to i cała rzesza absolwentów szkół zawodowych (dawniej ZSZ) w tempie zbliżonym do prędkości światła posiadła średnie wykształcenie maturalne (średnio w rok to, co tak tępa jak ja osoba zdobywać musiała całe 4 lata) i szturmem zdobyła okoliczne szkoły medyczne, uzyskując w dwa lata dyplom i szlify ratownika dające prawo wykonywania czynności ratujących życie ludzkie (czego np. nie ma prawa robić samodzielnie lekarz po ukończeniu 6 lat studiów!!!).
O, to również bawi mnie do łez, zwłaszcza od chwili, kiedy jedna z pracujących w pogotowiu koleżanek skręcając się ze śmiechu opowiedziała mi „historię jednej reanimacji”…
Proszę sobie wyobrazić przykrą w swojej wymowie, a jakże komiczną scenę.
Jest reanimacja człowieka. Jest lekarz (wspomniana koleżanka) i dwóch ratowników medycznych. Koleżanka intubuje biedaka, jeden z ratowników zakłada wkłucie, wobec tego prosi drugiego o przyniesienie z karetki worka Ambu. Wówczas tenże RATOWNIK pyta „a który to?”. Uzyskawszy od zaskoczonej koleżanki odpowiedź „ten czarny!” wraca po 5 minutach z… czarnym workiem… na zwłoki…
Trudno podejrzewać tak daleko wybiegającą zapobiegliwość zwłaszcza, że ostatecznie historia miała swój happy end. Chory zdecydował się mimo wszystko przeżyć…
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW