Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Czy nowa partia zmieści się na polskiej scenie politycznej?
dodano 12.11.2007
Wyborcy, którzy zakochują się najpierw w partii X czy Y, pokazują jej po 4 latach czerwoną kartkę. Jeszcze nigdy ta sama formacja nie sprawowała władzy przez dwie kadencje z rzędu, co świadczy o fatalnym instynkcie samozachowawczym Polaków.
Nowa formacja polityczna nie może być tworzona „od góry”, tak jak np. PC, RdR, ROP, SLD, PiS, PO czy też LiD, lecz „od dołu”, przez ludzi, którzy w tzw. „terenie” cieszą się autorytetem. Popularność Olszewskiego / Kaczyńskiego / POT-a, Kwaśniewskiego czy samego Tuska nie wystarczyła (i nie wystarczy w przyszłości), by ROP, AWS, SLD, PiS, LiD czy PO uzyskały naprawdę dobry wynik i by można go utrzymać przez dłuższy czas. W terenie kandydaci na posłów tych ugrupowań nie mieli dużego poparcia (co pokazały wybory i w 1997, i w 2001 roku). Listy wyborcze były konstruowane „pod lokalnego lidera”, który obawiając się konkurencji „wycinał” dobrych kandydatów. Słabi lokalni liderzy dostali się do Sejmu „na plecach” Olszewskiego, Kaczyńskiego czy Tuska. Warszawskie centrale partyjne „wyciągały ich z kapelusza” (np. w tarnowskim okręgu wyborczym w tym roku na siedem startujących tu partii aż 5 wystawiło na pierwszym miejscu na swej liście wyborczej tzw. „spadochroniarzy” z Warszawy, Krakowa, Katowic). Jedną z najistotniejszych, racjonalnych metod wyszukiwania kandydatów może być wybór np. spośród popularnych samorządowców, którzy cieszą się autorytetem ze względu na swą kompetencję i uczciwość, a nie tylko ze względu na to, że znajdują się na liście wyborczej Olszewskiego, Kaczyńskiego, Kwaśniewskiego czy Tuska.
Nowej partii nie mogą tworzyć politycy, którzy próbowali (bezskutecznie) już to robić w przeszłości. Dotychczasowi liderzy muszą zniknąć ze sceny politycznej, gdyż stworzone przez nich partie w ciagu ostatnich kilkunastu lat tak naprawdę nie różniły się niczym istotnym między sobą. To że partie w Polsce nie mają rzeczywistego programu, wyróżniającego je od innych potwierdzają niedawne „transfery” z partii do partii (np. na listach Samoobrony był rzekomy antykomunista Wrzodak i postkomunista Miller). W 1993 Olszewski nie mógł porozumieć się z Kaczyńskimi i ich ugrupowania nie dostały się do Sejmu. Krzaklewski miał „złoty róg”, a ostał mu się „jeno sznur”. Olszewski poparł najpierw AWSP, a następnie wystąpił z tej koalicji. Po wyborach w 2001 z kolei pokazał „gest Kozakiewicza” Lidze Polskich Rodzin, dzięki której sam dostał się do Sejmu. Wspomniane „transfery” partyjne z tego roku potwierdzają, że w Polsce po 1989 roku tak naprawdę nikt nie był prawicą ani lewicą. Partie funkcjonowały tak, jak kluby piłkarskie. Nie miała znaczenia nazwa, lecz jedynie liczyły się warunki transferu zawodnika. Po 1989 roku Polską rządzi ta sama grupa około 300 osób, które zmieniają jedynie szyldy partyjne, pod którymi sprawują władzę. Tego typu zachowania są niepoważne.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW