Dziesięć dni z życia Iwana Waletowicza
dodano 26.12.2007
Przez dziesięć dni udało mi się omijać prawo. Niczym skrytobójca dostałem się do środka, by schronić się przed zimnem. Mało tego, spałem w czystej pościeli i codziennie brałem gorącą kąpiel.
Trudno się zresztą temu dziwić. Instytucja waleta od niepamiętnych czasów jest tajemnicą poliszynela. Pracownicy administracyjni akademików nie są w stanie spamiętać wszystkich twarzy czy też każdorazowo przeprowadzać drobiazgowe kontrole. Pracownicy zajęci są szydełkowaniem i śledzeniem losów zakochanej bohaterki serialu. Nie ma tu wykidajły, który wyrzuciłby waleta drzwiami i pilnował, by ten nie powrócił oknem.
Stare porzekadło mówi: „jeśli nie możesz czegoś zmienić, musisz się z tym pogodzić”. W wielu miejscach problem ten postanowiono zatem usankcjonować, a przy okazji – jeszcze na tym zarobić. W domach studenckich obowiązuje, na przykład, uchwała dotycząca tzw. "statusu waleta". Skierowana ona jest do wszystkich studentów danego uniwersytetu, a także małżonków, dzieci oraz rodzeństwa mieszkańców akademika. Aby legalnie waletować należy mieć pisemną zgodę wszystkich współlokatorów z pokoju oraz kierownika domu studenckiego. W Warszawie można było swego czasu „powaletować” w świetle prawa przez trzy noce w miesiącu, każda następna była już płatna. W niektórych akademikach "walet" musi zapłacić nawet za udostępnienie mu podłogi do spania. W innych władze nie wymagają nawet opłaty od dodatkowego lokatora, wychodząc widać z założenia, że „święty spokój droższy pieniędzy”.
Niektórych jednak nadal nie stać nawet na tak niskie opłaty. Poza tym akademiki też nie są z gumy i wszystkich chętnych nie pomieszczą. Trzeba więc sobie radzić w inny sposób. Oto przypadkowo spotkana w kolejce po wpis dziewczyna oferuje miejsce w jednym z lepszych domów studenckich za 1600 zł. Kolejna, która wynajmuje kawalerkę „na mieście” dla siebie, przysługujące jej łóżko w akademiku odstąpiła za opłatą koleżance z innej uczelni. „Martwych dusz” zasiedlających akademiki nikt nie jest w stanie, ani też chyba nie chce policzyć. Najwyraźniej taki stan rzeczy wszystkim odpowiada. Jeden zarabia, drugi ma dach nad głową. Dach ten jednak bardzo niepewny. Wystarczy, że twa ukochana znajdzie sobie nowy obiekt westchnień i już musisz sobie szukać nowego łóżka. Wystarczy, że przedsiębiorczy student, wynajmujący ci lokum, wyleci z uczelni, byś ty od razu wyleciał z akademika. Poza tym, ukrywać się latami też nie jest łatwo. Z drugiej strony lepsze to, niż długa zimowa noc na Dworcu Centralnym.
wróc do artykułów