Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Świat się śmieje, a Potterowi wstyd
dodano 01.02.2008
Było miło, wesoło i przyjemnie – tak wynika z relacji mediów na temat premiery polskiego Harry'ego Pottera. Niestety, poza granicami naszego kraju jakoś nikt tego nie zauważył, za to mówi się głośno, że Potter najadł się w Polsce wstydu.
Kłopot w tym, że taka szczera i zupełnie nieukrywana bezradność wręcz zachęca do kontynuowania owych niecnych procederów. Zwłaszcza jeśli ręce umywają też hurtownicy, bo to oni podpisali zobowiązania wobec wydawnictwa i sami ich przestrzegali, a z księgarniami i sklepami zawarli – jak to określili – „dżentelmeńską umowę”. To kolejny dowód, że w Polsce lepiej nie umawiać niczego na tak zwaną gębę, bo można w nią potem dostać, i to całkiem mocno.
Lepszym rozwiązaniem byłyby bezpośrednie umowy pomiędzy wydawnictwem a sprzedawcami. Dlaczego nikt nie wpadł na ten pomysł? Wtedy byłoby całkowicie jasne, kto zawinił i kto powinien dochodzić swoich praw. Wydawnictwo łupnęłoby nieuczciwym sprzedawcom taką karę za zerwanie umowy, że prędko by się nie pozbierali.
Tymczasem mieliśmy trójkąt pełen zależności: wydawcy-hurtownicy-sprzedawcy, który zamienił się w towarzystwo wzajemnej adoracji, gdzie nikt nie może nikogo pociągnąć do odpowiedzialności i na dobrą sprawę nikt nic nie wie. Sprzedawcy rozprowadzają Pottera przed premierą, hurtownicy udają, że problem nie istnieje, bo to nie oni złamali umowę. A wydawnictwo kipi ze złości i też nic nie może zrobić. Harry Potter się wstydzi, a świat się śmieje. Na przykład serwis WizardNews.com, pisząc o polskiej premierze, najwięcej uwagi poświęca właśnie przedwczesnym sprzedażom, a nie atrakcjom i atmosferze panującej w księgarniach.
Mimo wszystko pracownicy Media Rodzina powinni coś zrobić – choćby postraszyć nieuczciwych księgarzy. Nie może być tak, że w gazetach czytamy: „Mniejsze księgarnie w obawie o konkurencję ze strony sieciowych sprzedawców rozpoczęły sprzedaż książki kilka dni wcześniej. Żadna kara ze strony wydawcy ich nie spotka. Właściciele małych księgarń bali się jednak, że nie sprzedadzą wszystkich swoich egzemplarzy, gdyż klienci pójdą do dużych sieci zwabieni ich kampanią reklamową”.
Należałoby chyba przyjąć strategię amerykańskiego wydawnictwa Scholastic, które też nie zdołało zapobiec słynnemu lipcowemu przeciekowi – ale za to natychmiast wszczęło postępowanie przeciwko sabotażyście. Gdyby i Media Rodzina w podobny sposób pogroziło sądem i grzywnami, to daję głowę, że tajemniczy bukiniści już następnego dnia wzięliby nogi za pas, uciekając z Dworca Centralnego tam, gdzie pieprz rośnie.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW