Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Ayia Napa - Dwa miesiące na Cyprze
dodano 21.02.2008
Kiedy byłem „na domku” ze znajomymi, zadzwonił telefon:
- Jedziesz na Cypr? - spytał brat. Jechał jego znajomy i nie chciał jechać sam.
- Jasne - odpowiedziałem w stanie po-cztero-piwnym - pożyczcie mi tylko kasę.
Pod wieczór ruszamy w poszukiwaniu roboty, jednak nic. Jesteśmy zaszokowani, że można tak imprezować. To miasto to jedna wielka dyskoteka. Wszędzie pijani angole, zauważamy jakąś dwójkę opartą a samochód, parzącą się w najlepsze. Pełno inności, jednak nigdzie roboty. Postanawiamy zaryzykować, słyszeliśmy, że potrzebują ludzi do ulotek w strip - clubie „Moulin Rouge”. Wchodzimy. Już na starcie podchodzą do nas niesamowite Ukrainki uśmiechając się tak, że nie wiem gdzie oczy schować. Po stanowczym, zdecydowanym „raczej nie” ruszamy do szefa. Niestety chwilowo nikogo nie potrzebują. Wracamy do domu. Gdyby nie to, że ledwo na bułki mamy, to pewnie byśmy zostali parę minutek. A tak ani panienek, ani pracy...
No, ale nie wszystko naraz. Znajdujemy ją drugiego dnia pytając w przypadkowym hotelowym barze. Pada stwierdzenie, że jesteśmy "w czopku urodzeni". Jako, że to hotel, na wiele nie liczymy, ale po entuzjastycznej pomocy barmana i darmowych drinkach, wiemy, że albo ludzie tu to anioły, albo mamy robotę. Okazało się, że do anielstwa to im daleko, ale praca jest. Ja jako ochroniarz, co w rzeczywistości oznacza nocnego ciecia w hotelu, kumpel jako złota rączka. Jednak szybko stwierdzają, że bardziej z niego rączka lewa jak złota.
Potem jeździ na rikszach. Dwóch studentów z Łodzi sprowadziło riksze i licząc sobie szczerze za wypożyczanie ich, mają zgarniać niezłe kokosy. Jednak rzeczywistość wygląda tak, że taksówkarze, uznając rikszarzy za konkurencję, biegają z nimi z nożami lub niszczą te rowerki z ławeczkami. Jest o tej sprawie dosyć głośno, można przeczytać artykuły w ogólnokrajowych gazetach, interesuje się tym ambasada. Znajomi z riksz jednak twardo jeżdżą dalej. Mordercza pogoń za pieniądzem i polska przekorność. Poznaję pogląd drugiej strony w barze od policjanta na służbie, który wpada na podwójną wódkę z red bullem. Twierdzi, że zagrażają ruchowi ulicznemu i spowalniają samochody. Od razu przychodzi mi na myśl sytuacja sprzed paru dni, kiedy to dwóch taksówkarzy zatrzymało się na środku skrzyżowania i zaczęło sobie rozmawiać, gasząc silniki i mając gdzieś kierowców za nimi. Przyznaje mu rację, rikszarze to największe zło.
Mnie z czasem udaje się wkręcić do baru. Atmosfera bez ciśnienia, ludzie mili - w końcu im polewam, no i napiwki, za które spokojnie można żyć i pić. Gdyby nie to, że praca w nocy i prawie bez dni wolnych, to byłby raj. Ale brak wolnego odbijam sobie pod koniec. Pięć dni przed powrotem do Polski rzucam robotę, potem już tylko drinki, imprezy, baseny i ogólne „nicnieróbstwo”, które kosztuje mnie 100 funtów z górką. 5 dni - 100 funtów... Mimo to, warto było.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW