Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Polska na celwoniku terrorystów.
dodano 01.12.2006
Utarła się opinia, że nasz kraj nie był i nie jest atrakcyjnym celem dla zamachowców. Krążą nawet żarty, iż w Polsce nie jest możliwe zostawienie bomby w walizce na dworcu, bo ktoś tę walizkę ukradnie i ładunek wybuchnie nie tam gdzie trzeba. Ale czy na pewno?
Początek zagrożenia, czyli jak powstał GROM
Pierwszy raz terroryści wzięli Polskę na celownik w 1990 roku. Stało się tak po rozpoczęciu przez rząd Tadeusza Mazowieckiego akcji „Most”. Chodziło w niej o pomoc Żydom masowo wyjeżdżającym do Izraela. Nie było to na rękę ani Rosjanom, ani Arabom. 30 marca ostrzelano samochód attaché handlowego ambasady polskiej w Libanie i przedstawiciela Polskiego Przedsiębiorstwa Handlu Zagranicznego Bogdana Serkisa. Następnego dnia islamska organizacja terrorystyczna „Dżihad”, działająca na terenie Libanu, zapowiedziała ataki na polskie misje, dyplomatów i instytucje, a także obiekty w kraju. Pomimo zagrożeń, rząd nie przerwał jednak pomocy udzielanej Żydom, czym zyskał sobie zaufanie zachodnich państw. W kraju wzmocniono ochronę lotnisk i innych ważnych obiektów. Powstała specjalna międzyresortowa komisja, która miała opracować plan obrony. Do Polski przylecieli najlepsi na świecie specjaliści od zwalczania terroryzmu, między innymi Brytyjczycy, Amerykanie oraz agenci izraelskiego Mosadu. Fachowcy mieli sprawdzić czy nasz kraj przygotowany jest do walki z zagrożeniem na tak dużą skalę. Okazało się, że nie jest. Policyjne pododdziały antyterrorystyczne zostały, co prawda ocenione bardzo pozytywnie, ale zwrócono uwagę, że formacje policyjne sprawdzają się dobrze jedynie przy mniejszych incydentach, typu kryminalnego. Przy zagrożeniu terroryzmem o podłożu politycznym niezbędne są specjalnie do tego wyszkolone grupy wojskowe. A takich Polska wówczas nie miała.
Eksperci amerykańscy i brytyjscy doradzili więc polskim władzom stworzenie elitarnej wojskowej grupy antyterrorystycznej. Decyzję o jej utworzeniu podjął latem 1990 roku ówczesny minister spraw wewnętrznych Krzysztof Kozłowski. Wyszkolenie jednego członka takiej grupy trwa średnio 3 lata i kosztuje ok. miliona dolarów. Kozłowski poprosił więc o pomoc Amerykanów i Brytyjczyków. Miał ich przekonać, mówiąc, że jeśli Polska stała się celem terrorystów, to w pierwszej kolejności zamachy skierowane będą w tutejsze ambasady państw zachodnich. Ale najważniejszym czynnikiem decydującym o pomocy dla naszego kraju była, według gen. Petelickiego, wzorowa i bohaterska akcja polskiego wywiadu przeprowadzona pod dowództwem gen. Gromosława Czempińskiego, uwieńczona wywiezieniem z Iraku zagrożonych agentów CIA oraz amerykańskiego wywiadu wojskowego DIA. Po kilku tygodniach powstała Grupa Reagowania Operacyjno-Manewrowego, czyli GROM. Później błędnie twierdzono, że jej nazwa wzięła się od pierwszych liter imienia gen. Gromosława Czempińskiego. Pierwszą akcją GROM-u było, wspólne z Urzędem Ochrony Państwa, zajęcie siedziby spółki Art B. ochranianej przez policyjną brygadę antyterrorystyczną z lotniska Okęcie, dowodzoną przez majora Dziewulskiego. Krzysztof Kozłowski wspominał, że po perfekcyjnie przeprowadzonym szturmie, amerykańscy i brytyjscy szkoleniowcy byli pod takim wrażeniem, że zaczęli uczyć jednostkę rzeczy, które trzymają w tajemnicy nawet najbardziej zaprzyjaźnione ze sobą służby.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW