POLITYCZNO-SEKSUALNE REFLEKSJE POWIELKANOCNE
dodano 25.03.2008
Poświąteczny tydzień wyjaśni zapewne, czy Zajączek przyniósł polskim politykom w prezencie zdrowy rozsądek w kwestii ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Na razie jednak polityczny, bitewny tumult wciąż trwa -
Inaczej mówiąc można było sprawę wykorzystać na dwa sposoby: albo do dokopania PiS-owi poprzez wskazywanie jego niekonsekwencji i antyeuropejskości, albo do ugrania coś dla Polski, a przynajmniej rozmiękczania w tej sprawie Niemców Szkoda że okazja do dokopania PiS-owi przysłoniła Donaldowi Tuskowi wszystko inne, co można było w tej sprawie zrobić. A warto było, gdyż chociażby sprawa "Widocznego Znaku" (centrum dokumentacji tego, co Niemcy określają jako wypędzenie ich z naszych obecnie ziem) jest sygnałem, że im więcej zabezpieczeń w stosunkach z tymi naszymi sąsiadami - tym lepiej.
Refleksja następna, a nawet ciąg refleksji jest mniej polityczny, a bardziej powielkanocny, ponieważ dotyczy życia i rodziny, a więc drugiego głównego obszaru sporu w sprawie ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Są to refleksje idące częściowo pod prąd aktualnej poprawności publicystycznej, o czym lojalnie uprzedzam.
Otóż ta obowiązująca aktualnie poprawność polityczno-publicystyczna każe co najmniej z rezerwą odnosić się do pomysłu małżeństw (lub innych związków o cechach małżeństw) homoseksualnych wychowujących dzieci - własne, lub nie. Tylko skrajna lewica i aktywiści spod znaku Biedronia są gorącymi zwolennikami takich rodzin. Nie dopisując się w żadnej mierze do tego towarzystwa, lecz rozważając rzecz na zimno, bez emocji i wyłącznie zdroworozsądkowo, muszę jednak przyznać, że dość trudno znaleźć przeciw nim mocne argumenty. Te najczęściej używane i właśnie traktowane jako bardzo mocne, gdy je wziąć pod lupę - jakby słabły. Zróbmy ich przegląd.
Zacznijmy od argumentu tradycji, w której polska rodzina jest heteroseksualna - oczywiście, taka tradycja jest. Przyglądając się jej korzeniom - powodom dla których się w przeszłości ukształtowała, wypada jednak stwierdzić, że zanikają one obecnie, wraz z przemianami społeczeństwa na skutek zachodzących zmian cywilizacyjnych. I tak ważnym powodem ukształtowania się tej tradycji było np. to, że przez wieki model rodziny heteroseksualnej zapewniał w ogóle dzietność, a posiadanie dzieci było swoistym kapitałem na przyszłość - zapewniało przetrwanie rodu, będącego wielofunkcyjnym oparciem dla jego członków, chociażby oparciem na starość. Dziś nawet w skrajnych przypadkach osobników określanych jako single, funkcjonowanie ich jest być może nie komfortowe pod względem psychicznym, ale zupełnie możliwe i całkiem komfortowe pod każdym innym, oczywiście w dorosłym życiu, aż po grób. W wymiarze społecznym dzietność była kiedyś wyrazem patriotyzmu i odpowiedzialności za kraj i naród, ponieważ potencjał gospodarczy, a przede wszystkim militarny, gwarantujący przetrwanie zależał wprost proporcjonalnie od liczebności społeczeństwa - i to jeszcze całkiem niedawno, w czasie II wojny światowej. Ale i to się zmienia - niewielka Belgia ma potencjał gospodarczy równy potencjałowi wielkiej Rosji, a broń masowego rażenia i nowe technologie militarne już wyludniają pola bitew, a posiadanie tzw. "siły żywej" w dużych ilościach staje się wręcz kłopotliwe i kosztowne w wielu wymiarach, nie wspominając o tym, że prowadzenie wojen staje się w ogóle nieopłacalne, o czym właśnie przekonują się Amerykanie w Iraku. Także nasza armia redukuje się ilościowo, wzmacniając jakościowo.
wróc do artykułów