Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
POLITYCZNO-SEKSUALNE REFLEKSJE POWIELKANOCNE
dodano 25.03.2008
Poświąteczny tydzień wyjaśni zapewne, czy Zajączek przyniósł polskim politykom w prezencie zdrowy rozsądek w kwestii ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Na razie jednak polityczny, bitewny tumult wciąż trwa -
Następną przyczyną ukształtowania się tradycji rodziny heteroseksualnej było oczywiste zróżnicowanie pod względem fizycznym i psychicznym ale i uzupełnianie się kobiety i mężczyzny w ramach rodziny i społeczeństwa. Ludzie akceptowali to zróżnicowanie, gdyż było ono po prostu racjonalne, w nie najłatwiejszych warunkach życia, jakie przez wieki i jeszcze nie tak dawno panowały. Im lepiej mężczyzna i kobieta wypełniali swoje różne, lecz uzupełniające się role społeczne, tym lepiej wiodło się rodzinie pod każdym względem, ale także lokalnej wspólnocie. Nic dziwnego, że presja społeczna na wpasowanie się jednostek w swoje role społeczne była wielka, a opór karany co najmniej wykluczeniem społecznym.
I tu mamy wielkie zmiany - żyje się ogólnie coraz łatwiej, warunki życia są coraz lepsze, postęp techniczny daje kobietom możliwość wykonywania zawodów uprzednio typowo męskich, a postęp cywilizacyjny czyni czymś normalnym obecność mężczyzn w zawodach uprzednio typowo kobiecych - chyba nie trzeba podawać nawet przykładów, że tak jest. Traci znaczenie tradycyjny podział na dwie wyraziste płcie: męskich mężczyzn i kobiece kobiety, pojawia się jakby wielopłciowość: oprócz typowych mężczyzn i kobiet, także męskie kobiety oraz kobiecy mężczyźni i to o różnych proporcjach męskości i kobiecości u poszczególnych osobników. Skoro akceptujemy takie zmiany w życiu społecznym i zawodowym, to trzeba będzie je zaakceptować (z tolerancją jako fazą przejściową) także w życiu rodzinnym - zresztą tą fazę przejściową, w postaci tolerowania, prawie powszechnego, związków homoseksualnych, jeżeli tylko nie rzucają się zbytnio w oczy akurat przerabiamy, jeszcze tylko nie tolerując równie powszechnie właśnie wychowywania dzieci przez takie rodziny.
Ważną redutą obrony tradycji jest też pozornie mocny argument, istniejącej jakoby potrzeby zwiększania liczby obywateli Rzeczypospolitej, bo podobno im nas jest więcej, tym bardziej się z nami liczą politycznie i gospodarczo inne narody. A przecież - twierdzą przeciwnicy prawa par homoseksualnych do posiadania dzieci - rozpowszechnienie takiego modelu rodziny hamowałoby wzrost, lub wręcz powodowało zmniejszenie liczby ludności Polski.
Ponieważ w większości chcemy, by inne narody liczyły się z nami, nie próbujemy specjalnie dyskutować z tym argumentem, a nawet więcej - prowadzimy (Sejm, rząd) tzw. politykę pro rodzinną, wręcz płacąc (niewiele, ale jednak) za rodzenie dzieci. Tymczasem dyskusja z tym argumentem jest potrzebna. Można by ją zacząć od pytania: skoro ma nas, Polaków, być więcej, to właściwie ile? Jeżeli tak bardzo chcemy się liczyć w świecie, to pewnie dużo: dwieście, trzysta milionów, a może jeszcze więcej i to jak najszybciej, bo przecież przyrost ludności do 40, czy nawet 45 milionów, o czym czasem mówią zwolennicy takiego przyspieszenia, niewiele zmieni opinię o nas innych narodów, gdyż wciąż będziemy narodem tego samego rzędu wielkości, co obecnie. Pytajmy dalej: czy my Polacy próbujemy to sobie w ogóle wyobrazić, te np. 200 czy 300 milionów (a może ambitnie jeszcze więcej?) i wszelkie możliwe skutki gospodarcze, społeczne, środowiskowe takiego ewidentnego przeludnienia? I wreszcie, czy Niemcy, Francuzi, lub Anglicy zbudowali swoje światowe pozycje dzięki dużej liczbie ludności? I czy nadmiar ludności nie jest problemem dla Chin, lub Indii?
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW