Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Kolos na glinianych nogach. Recenzja filmu "Aż poleje się krew"
dodano 26.03.2008
Na kinowych ekranach wciąż można obejrzeć najnowszy film Paula Thomasa Andersona Aż poleje się krew. Bez wątpienia warto się wybrać na ten odważny, oryginalny i kontrowersyjny projekt, choćby dlatego, aby wyrobić sobie własne zdanie.
Podobnie dzieje się z popisową rolą Day-Lewisa. Kreacja genialnego brytyjskiego aktora jakby „rozsadza” film od środka, jest zbyt obszerna i złożona, niepotrzebnie archetypiczna. Laureat Oscara za Moją lewą stopę (1989) gra wyłącznie na własne konto, przez co przyćmiewa swą charyzmą tematy, o których stara się mówić reżyser. Właściwie można by powiedzieć, że jest to kolejny film Day-Lewisa. Od przełomowej roli sparaliżowanego Christy’ego Browna w przejmującym utworze Jima Sheridana problemem Brytyjczyka pozostaje słabość filmów, w których występuje. Jeszcze nie miała miejsca sytuacja, gdzie, choćby jak w Ojcu chrzestnym (1972), dopełniły się osobowości dwóch autentycznych mistrzów w swym fachu - aktorskim Marlona Brando i reżyserskim Francisa Forda Coppoli. Na polu walki zawsze zwycięzcą pozostaje Day-Lewis. Jako demoniczny Plainview kolejny raz zawłaszcza sobie cały niemal film. W pamięci pozostaje ubrudzony naftą i przyglądający się jej wydobyciu, dynamicznie załatwiający kolejne biznesowe transakcje, skrywający pod maską wewnętrzne rozdarcie, wściekłość i upokorzenie w scenie w kaplicy czy w mocnej scenie finałowej. Najlepszy jest jednak gdy mówi o swej niechęci do ludzi. Chyba w żadnym innym filmie słowo „ludzie” nie miało tak pejoratywnego, oślizgłego zabarwienia jak w ustach Plainviewa.
Zrealizowana z epickim rozmachem ekranizacja Nafty Uptona Sinclaira pod imponującą stroną wizualną kryje sporo treści, lecz nie tak wiele, ile by mogła. „Naftowa gorączka”, która jest punktem wyjścia filmu, niespodziewanie szybko zostaje zepchnięta do narożnika. Na pierwszy plan wybija się postać Plainviewa. Jego samotność, nieprzejednana chęć zysku, a w końcu autodestrukcja. Odosobnienie i alienacja są wynikiem świadomego wyboru, powodowanego absurdalną niechęcią do ludzi, która nie zostaje wyjaśniona. Bohater do końca pozostaje zagadkowy, a więc - interesujący. Po lekturze Aż poleje się krew trudno nie odnieść wrażenia, że całość opiera się na wybitnej roli Daniela Day-Lewisa. Reszta jest tylko dopełnieniem. Bez wątpienia interesującym i efektownym, ale tylko dopełnieniem.
recenzja pochodzi z bloga: niezlekino.pl
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW