Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
3 tygodnie - trauma porodu
dodano 08.07.2008
Anna Spyra od lat walczy o sprawiedliwość dla swojego syna. Na jej prośbę publikujemy poniższy tekst.
Było już za późno na narkozę, więc musiałam czekać na anestezjologa. Dostałam znieczulenie zewnątrzoponowe - zastrzyk w okolicach kręgosłupa. Mimo to byłam świadoma, nie spałam. Boże, jak się bałam!
Słyszałam szczęk narzędzi. Mam tamten obraz przed oczami nawet dziś, po tylu latach. Przerażenie było ogromne, bałam się o dziecko. Wiedziałam, że zaraz będą przecinać mi brzuch, słyszałam i widziałam lekarzy.
O 19:45 poród się zakończył. - „Urodziło się. Ma Pani syna” - powiedzieli mi tylko. Nikt mi jednak Oskara nie pokazał, widziałam tylko zieloną kotarę. Zszyto mnie i wyjechałam z sali operacyjnej. Mijałam koleżankę i szwagierkę, które cały czas czekały za drzwiami - „Aniu, widziałyśmy, masz synka. Wszystko dobrze, zadzwonimy do męża”.
Leżałam na sali pooperacyjnej. Odzyskiwałam czucie w nogach , ale nadal towarzyszył mi nieustanny ból. Dostawałam zastrzyki przeciwbólowe, ale mimo to nie mogłam zasnąć. Martwiłam się i wciąż dopytywałam, co dzieje się z dzieckiem.
Na Sali obudziła się dziewczyna, która leżała obok. Miała cesarskie cięcie z narkozą. Robił jej je lekarz, do którego chodziła leczyć się prywatnie - bała się naturalnego porodu. Była to cesarka na zamówienie. Zgłosiła się do szpitala, zgodnie z umową zawartą z lekarzem.
Nad ranem przyszła pani doktor zajmująca się wcześniakami. Oznajmiła, że mój syn „się załamał”, że potrzebne było wspomaganie – podłączono go do respiratora. Przewieziono mnie na salę matek z dziećmi. Jako jedyna leżałam sama - bez synka. Obok mnie szczęśliwe matki karmiły swoje dzieci. Mnie nie wolno było nawet wstać, aby zobaczyć dziecko, gdyż nie upłynął odpowiedni okres czasu po znieczuleniu zewnątrzoponowym.
Po wstaniu poszłam do dziecka. Widok był przerażający - mój synek, mała kruszynka, leżał wokół przewodów i rurek. „Dlaczego tak cierpi?” - myślałam. Poczułam się słabo i wróciłam do łóżka z intensywnym bólem głowy.
Na salę przyszedł lekarz. Inne dzieciątka leżały z matkami, płakały. Czułam się strasznie. Przeniesiono mnie na inną salę. Wezwany został neurolog. Okazało się, że są powikłania po znieczuleniu zewnątrzoponowym. Miałam leżeć płasko, bez poduszki, aby płyn się wyrównał. Dostawałam kroplówki, musiałam dużo pić. Zostałam sama na sali - w kiepskim stanie zarówno fizycznym, jak i psychicznym. Oskarek leżał na piętrze, jedyne co mogłam dla niego zrobić, to ściągać pokarm. Tęskniłam za nim bardzo.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW