Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Historie śmietnikowe (3) - Tajemny ogród (część I)
dodano 20.04.2008
Podzieliłem tekst na trzy części ... Zapraszam na lekturę części pierwszej.
Jak zwykle ?
Nie.
Nie jak zwykle. Niestety nie .
Dzisiaj było chyba najgorzej, jak mogło być; tak cienko i wstrętnie nie było jeszcze nigdy. Nigdy. Nigdy , kurwa , NIGDY ! Ten obleśny, cuchnący, zaróżowiony i zadowolony z siebie skurwysyn musiał po nim skakać. Bywało wprawdzie , że przez dwa dni PO nie potrafił odnaleźć własnej twarzy, teraz jednak twarzy nie było a reszta płonęła świętym ogniem. Twarz padła, umarła, ZDECHŁA, a jakaś dziwna łapa (potworna, oszalała, walnięta, zboczona!) robiła sobie wiejski festyn wewnątrz klatki piersiowej. Pam pararam pam pam. Tańczymy labada. Tańczymy nad płucami, tańczymy przy wątrobie, tańczymy z woreczkiem żółciowym, tańczymy do upadłego. Chwytamy się za rączki. To wiejski festyn czy przedszkole? Boli... A ta łapa, z wiejskiej, roztańczonej dziewoi i niewinnego przedszkolaka przeistoczyła się w Złego z nocnego dworca – ściska płuca jak głupia i męczy zupełnie tak, jak on... Raz dwa. Raz dwa, RAZ DWA !!!! RAZ !!!!!! DWAAAAA!!!!!!!! Boli !!! Boli...
Kiedy stracił przytomność, ta kupa gówna chyba naprawdę wytrwale skakała po nim – ciekawe po co? Przecież i tak leżał, i tak był mały... Pamiętał to wszystko jak przez mgłę; właściwie nic nie pamiętał. Nie były jaśniejsze te krótkie chwile, kiedy potraktowano go jak człowieka. Czytaj: kiedy go nie bito. Mokra szmata na łeb, cukierek w dziób i kopa w dupę – biegnij synu, walcz. To był kopniak na zachętę. Za którymś, trzecim, czwartym a może sto pięćdziesiątym siódmym razem nie trzeba go było zachęcać. Podniósł się chwiejnie sam, kiedy zaczął jako tako rozróżniać pojedyncze elementy otaczającej go groteski. Każda chwila, każda pieprzona sekunda, przybliżała koniec tego przedstawienia. Nie było sensu go przedłużać – nawet za cenę odpoczynku. Za żadną, kurwa, cenę ! Modlił się, żeby wytrzymać. Wytrzymać nie to bicie, nie to poniżenie, nie ten ból. Żeby wytrzymać – i nie wstać. I nie nakłaść po pysku temu ogromnemu wieprzowi, świniakowi, skurwysynowi złożonemu z czerwonego ryja i stu kilogramów cuchnącego sadła. Swoją drogą ciekawe, co by się wtedy stało. Co by się stało, gdyby sprowadził do parteru KLIENTA. Takiego klienta, który właśnie za tę chwilę płaci gruby szmal. Pajac pewnie miałby wówczas straszliwie głupią minę – o ile byłby w stanie zrobić jakąkolwiek minę. O ile nie wiozłaby go właśnie karetka na oddział intensywnej terapii. O ile nie wyniesiono by go do ogrodu ; sztywniejącego i zakłopotanego, nawet w takiej chwili zakłopotanego. Niestety. Tego nie było w scenariuszu. To nie było przewidziane.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW