Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Diagnostyka! Diagnostyka....
dodano 11.07.2009
Nie ukrywam,ze podstawę do napisania tych słów dała mi pani K. M. i jej najświeższy artykuł pt.
W dawnych czasach chodziło głównie o rentę, dzisiaj o zwolnienie lekarskie, bądź inne wyimaginowane korzyści. Osoba , której praktyką zawodową się podpieram mogła swego czasu decydować komu przyznać świadczenia, dzisiaj nie ma już na to najmniejszego wpływu, ale fama pozostała. To nic, że pacjenci nazywają ją "złotówą", to nic, że sytuacje zbliżone do opisywanego przypadku to codzienność w praktyce pani doktor. Ważne jest to, że nie trzeba stać w kolejce po recepty -wystarczy włożyć 20 pln w książeczkę i wrócić w wolnej chwili po wypełnione druki. To nic również, że od kilkunastu lat pacjenci ze wspomnianego POZ-tu nie otrzymują skierowań na jakąkolwiek diagnostykę.... Oni tam tkwią, trwają i...umierają jeden po drugim Bóg raczy wiedzieć na co...i po co. Co to ostatecznie oznacza? Wg mnie świadczy o tym, że ludzie nie starają się pomóc sobie sami. Faktycznie najłatwiej jest anonimowo oskarżać personalnie lekarzy, znacznie gorzej jest „wziąć własne sprawy w swoje ręce” . Jakiż to dzisiaj problem zmienić lekarza rodzinnego? Żaden. Jakiż problem leczyć się w innym szpitalu? Żaden. Jaki problem znaleźć sobie poradnię, która zajmie się fachowo diagnostyką? ŻADEN! Czy w sytuacjach opisanych przeze mnie wyciąga się konsekwencje wobec leczącego ( upsss…ale ze mnie zła koleżanka!)? Nie! Czy wobec tego lekarz popełniający notorycznie błędy ma szansę się poprawić? Nie! Kto jest temu winien? PACJENCI!!! Kto może zmienić sytuację? PACJENCI! Artykuł pani K. potwierdza również moją teorię. (http://www.ithink.pl/artykuly/styl-zycia/zdrowie-i-uroda/diagnostyka-raka-piersi-po-polsku/)
Uważam, że nie można zarzucać w czambuł wszystkim lekarzom chęci oskubania pacjenta z pieniędzy, bywa że trzeba szukać rozwiązania na własną rękę, ale nigdzie nie jest powiedziane ani też napisane, że prywatnie (odpłatnie). Trzeba usiąść spokojnie 5 minut, zmusić głowę do pracy, zastanowić się nad możliwościami, popytać znajomych o dobrych specjalistów i dobre poradnie czy też rozejrzeć się w internecie. Uzyskać w określone miejsce skierowanie od „rodzinnego’, lub też zmienić go, jeśli nie spełnia naszych oczekiwań, bez najmniejszych negatywnych konsekwencji dla siebie. Czasami kiedy zrozumiałe jest istnienie kolejek do obleganych poradni specjalistycznych odżałowanie kilku „groszy” może uratować nam życie i przyspieszyć rozpoznanie. Można też jak autorka artykułu dojść do wniosku, że „wszystko jej się należy” i czekać na zmiłowanie. Osobiście ciekawi mnie, czy tkwiąc w takim przekonaniu nie pomyślała co będzie jeśli zmiana faktycznie okaże się złośliwa i czy nie przyszło jej do głowy, że zamiast wydawać pieniądze na alkohol czy kolejną paczkę papierosów (>450 pln w tym okresie pójdzie z dymem!!!)w czasie dwumiesięcznego oczekiwania na badanie nie należałoby spożytkować tych pieniędzy ratując swoje życie? Cóż… ciekawa to była i pouczająca dla mnie lektura…Ciekawa gradacja wartości. Nie może więc dziwić nikogo , że jest aż tak źle z tą całą diagnostyką, skoro i jedni i drudzy nie są zainteresowani niesieniem pomocy (jedni sobie, drudzy innym). Reasumując sądzę, że przede wszystkim trzeba chcieć pomóc sobie i swojej rodzinie zanim faktycznie zrobi się za późno , bo może się okazać że na dnie duszy panoszyć się będzie poczucie winy ‘widziałem/wiedziałem, ale nic nie zrobiłem”, a głośno będzie się krzyczeć " to ten lekarz JEST WINNY ”… Czysta demagogia. Winne są obie strony.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW