Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Artyści
dodano 02.10.2009
Tłum kłębi się przy barze, na parkiecie ścisk, że ledwo można palec wcisnąć. Z głośników płynie strumień disco, hip-hopu i innych tym podobnych tanecznych brzmień. Nagle lecą pierwsze dźwięki
A z naszego podwórka? Na kim dało się zarobić? Ciechowski, Niemen? Nawet po śmierci naszego papieża płyty z jego homiliami schodziły jak świeże bułeczki. A wcześniej jak było? Nie za różowo. Jan Paweł II na płycie w sklepie? Tylko dla wybranych. Smutne, ale prawdziwe.
Kiedy więc tak sobie stałem pod ścianą w jednej z dyskotek i z ironicznym uśmiechem przyglądałem się rozbawionej gawiedzi naśladującej nieudolnie "jacksonowy moonwalk", dopadła mnie niewesoła refleksja: Facet nie żyje, nagle wszyscy sobie o nim przypomnieli. Co by było, gdyby tak tragicznie nie umarł? Całkowite zapomnienie? A potem pojawiła się inna szalona myśl. Wytwórnie płytowe powinny się zastanowić, czy w dobie piractwa i spadającej sprzedaży płyt nie prościej jest "wykończyć" jakiegoś uznanego artystę, niż liczyć na to, że nagra coś bardziej przebojowego niż to, co do tej pory już nagrał. Podane wcześniej sumy robią wrażenie. 55, 100 milionów! Nie wiadomo nawet, czy jest sens inwestować w młodych zdolnych. Ludzie i tak najlepiej się bawią przy tym, co już kiedyś słyszeli. Potrzebują tylko odpowiedniego impulsu. Śmierć jest takim bardzo dobrym pretekstem. Zamiast zatrudniać speców od marketingu, lepiej "zatrudnić płatnych morderców" lub dosypać arszeniku do kawy jednemu i drugiemu gwiazdorowi.
Dualizm moralny? Z jednej strony dramat człowieka, jego tragiczna śmierć. Z drugiej strony: rekordy sprzedaży płyt i tłumy uśmiechniętych ludzi radośnie plaskających przy piosenkach umarlaka, jakby nic się nie stało. To tak, jakby bawić się radośnie na stypie po śmierci dalekiego członka rodziny. Niby nasz, znaliśmy go z opowieści rodziców, ale odkrywamy go dopiero po jego śmierci podczas wesołych zakrapianych alkoholem imprez rodzinnych.
"Business is business and there is no business like show business" - tak mawiają. Puśćmy więc wodze fantazji. Oto subiektywna lista artystów i zespołów, którzy powinni jak najszybciej udać się do krainy wiecznych łowów, żeby dało się jeszcze coś z nich wycisnąć:
1. Kolejny Majkel czyli George Michael - ileż on nagrał tanecznych popowych piosenek! Dodajmy - własnego autorstwa. A tu ciągle po dyskotekach tłuczą tylko tego cudzego "Killera" (ewentualnie "Wake Me Up..." Wham'u) i nic więcej. Ostatnia płyta studyjna GM przeszła bez echa. Zrobił jakieś pożegnalne tournee. Była kolekcja 25 hitów. Ale gdyby tak zakrztusił się precelkiem w publicznej toalecie i zszedł? Znów jak za dawnych lat byśmy skakali przy "I Want Your Sex", "Freedom 90", "Too Funky" i "Fast Love". A "Last Christmas" grano by w radio przez cały rok.
2. Madonna - niby wciąż jest na topie, podąża za trendami i przyciąga tłumy na koncertach. Choć jak już zaczyna grać po Rumuniach i Bułgariach, to jest to pierwszy sygnał ostrzegawczy, że sytuacja ma się nieco gorzej. Kto jest w stanie zanucić jakiś hit z jej ostatniej płyty? Kto chce oglądać 60-letnią Madonnę kręcącą zbotoksowanym tyłkiem przy "Like A Virgin"? Ja nie. Pani już dziękujemy i "Don't Cry For Me Argentina".
3. Bono - okrutne, bo nie będę ukrywał, że lubię zespół U2. Jednak ostatnie dokonania muzyczne U2 nie wzbudzają już takich emocji, jak klasyczne płyty z lat 80. i początku 90. I w kółko grają w radiu jedną i tą samą piosenkę. Najczęściej "With Or Without You" (ewentualnie "One"). A przecież to nie jest zespół jednego przeboju i wielkich koncertów z drogimi biletami. Można a nawet trzeba jeszcze więcej z nich wycisnąć. Gdyby tak Bono się poślizgnął podczas odbierania jakiejś nagrody i skręcił sobie co nieco...
4. Whitney Houston - nagrała w tym roku nową płytę, ale to już nie ten głos, nie ten wygląd. Gdyby tak jednak się zaćpała i zapiła na śmierć... ech... "I Wanna Dance With Somebody".
5. The Rolling Stones - grają już ze sto lat. Lubimy uśmiech Jaggera, nonszalanckiego peta w zębach Richardsa, ale może jakaś katastrofa w namiocie tlenowym w trakcie koncertu? Byłoby to piękne zwieńczenie długiej kariery. A jak by podskoczyła sprzedaż właśnie wznowionych i zremasterowanych płyt Stonesów z lat 1971-1998!
6. ABBA - zrobiono musical, zrobiono film "Mamma Mia!" Kasowy hit. Co oczywiste są plany na drugą część. Jednak członkowie ABBY się podobno na to nie zgodzą. Wysłać ich na tzw. "Reunion Tour" po Afganistanie. A jak nie wrócą, to...
7. Modern Talking - już raz wracali na początku tego wieku, nagrali nowe wersje starych hitów i był to jakiś tam sukces. Nowe piosenki nie przypadły do gustu i poszły w zapomnienie. Drugi raz taki numer z powrotem by im chyba nie wyszedł. Ale przecież, gdyby tak zginęli podczas fitnessu na bieżni lub opalania w solarium?
8. Jon Bon Jovi - gasnąca gwiazda pudel metalu. Kiedyś piosenki zespołu Bon Jovi okupowały czołowe miejsca list przebojów. Teraz "We Weren't Born to Follow", pierwszy singiel z ich nowej płyty, debiutuje ledwie na 90. miejscu TOP HOT 100 "Billboardu". Może to już ten czas, żeby zejść ze sceny niepokonanym? A może lepiej zlecieć spektakularnie wraz z samolotem w dół? Wtedy płyta "Crash" będzie jak najbardziej na czasie, a pochodząca z niej piosenka "It's My Life" wróci do łask.
9. A propos niepokonanych - u nas też jest spore pole do popisu w temacie wyciśnięcia złotego jajka z kury. Jest Perfect taki. Jest Kombii. A może pierwsza to Budka Suflera wystąpi z takim tango na balu u wszystkich świętych? I odkurzymy Jolkę z tej okazji.
10. Feel - tak profilaktycznie, żeby pokazał na co naprawdę go stać.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW