Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Muzyka i kino widziane oczami nastolatka - część pierwsza - rok 1996
dodano 29.07.2008
Mamy rok 1996 – a ja już 15 lat, czyli wystarczająco dużo, by zacząć pisać pamiętnik. Mój język pisany nadal daje wiele do myślenia, ale obiecuję, że będę się starał. Niestety moja polonistka mi tak łatwo nie daruje...
Zaciekawił mnie też powrót George Michaela z płytą „Older” – tytuł już sugerował, że to bardziej dla rodziców niż dla mnie – ale starsza koleżanka (swoją drogą zawsze się w niej kochałem) przekonała mnie, żebym jednak po nią sięgnął. I tak po nią sięgałem, że do tej pory jej tej płyty nie oddałem. Zadziwiająco ten staruszek mnie wzruszał – czułem ciarki, czułem przy tych piosenkach, że chcę kochać – i te wszystkie emocje przelewałem na tę koleżankę – niestety nieszczęśliwie. Myślę, że to jeszcze bardziej spotęgowało wartość tej płytki.
Wspominając ten rok, nie mogę zapomnieć o młodej, wystrzelonej z "Szansy na sukces" w realizację sukcesu – Justyny Steczkowskiej. Jej koncert w Łodzi w Teatrze Muzycznym był najpiękniejszym przeżyciem tego roku. Razem z moją przyjaciółką Ewą, która o dziwo też ją lubiła i znała - wybraliśmy się – trochę wbrew woli rodziców – zresztą starsi nigdy nie rozumieli młodzież. To, co zobaczyliśmy tj. prawdziwe emocje, czystą poezję śpiewania zostanie w nas na zawsze – taką poezję lubię.
Niestety w eterze wówczas panował nikomu nie znany zespół LOS DER RIO i wszystkim znany przebój "Macarena" – z tym tańcem – co to wszędzie tańczą po obu stronach kuli ziemskiej z takim międzynarodowym teledyskiem. Trzeba przyznać, że dawno nie widziałem takiego szału na punkcie czegokolwiek. Mnie się na szczęście on nie udzielił.
W kinach nudy – pieniędzy nadal mało – wszystko pakowałem w muzyczne upodobania. Zdarzyło mi się pójść kilka razy – bez szczególnych uniesień. Nudny „Dzień Niepodległości” co to święcił sukcesy we wszystkich kinach świata, Oscarowy „Angielski pacjent” – takie love story z wojną w tle (starsza siostra mnie wyciągnęła) – przespałem 1,5 godziny (a to była tylko połowa filmu) oraz „Romeo i Julia” – takie nawiązanie do Szekspira we współczesności, z którego nic mi się nie chciało rozumieć. Jedynie mogę wyróżnić „Trainspoting”, który musiałem obejrzeć dwa razy. Muza niesamowita – no i temat mnie bardzo interesował – a raczej rzeczy (bardziej chemia), która tam występowała. Muszę przyznać, że coraz bardziej mnie to kręci – a teraz pytanie – czy ten film mnie zachęcał czy zniechęcał do takich używek? Mnie zachęcał – mnie się podobały te jazdy po narkotykach – ja chciałem tego spróbować. Nie odstraszał mnie ich kruchy los kilka godzin po zażyciu – bo przecież Pani polonistka, Kochanowski, Homer i ktoś tam jeszcze mówili CARPE DIEM – no to ja chwytałem dzień ile się dało – a po tym filmie zachciało mi się jeszcze więcej złapać…ale o tym za rok.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW