Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Kilka refleksji...
dodano 15.02.2007
...o sportowych dyscyplinach zespołowych w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem futbolu i piłki ręcznej.
Po pierwsze...
Okazuje się, że do odniesienia sukcesu konieczny jest trener z zagranicy, człowiek z zewnątrz ze świeżym podejściem i nieszablonowymi metodami przygotowania swych podopiecznych. Bo choć Bogdan Wenta jest rodowitym gdańszczaninem, wiedzę o trenerskim fachu zdobywał za granicą u boku najlepszych specjalistów. Jako gracz występował m.in. w słynnej Barcelonie, której pozycja w świecie piłki ręcznej jest zbliżona do futbolowego odpowiednika oraz w elitarnej Bundeslidze. Więc mimo iż Polak, można go zaliczyć do trenerskich „stranieri”. A przecież jeszcze trzy miesiące temu cieszyliśmy się z japońskiego sukcesu naszych siatkarzy dowodzonych przez Argentyńczyka Lozano. W tyle nie pozostali futboliści, którzy pod koniec roku zanotowali zwyżkę formy. Już dawno polski zespół nie pokonał przecież w meczu o stawkę drużyny ze ścisłej światowej czołówki, a duża w tym zasługa Leo Benhakeera. W tej paradzie wiekopomnych zwycięstw nieco niezauważony, choć równie istotny postęp zanotowali koszykarze. Pod wodzą Andreja Urlepa, charyzmatycznego szarlatana ze Słowenii przebrnęli przez eliminacje i po raz pierwszy od 10 lat zakwalifikowali się do Mistrzostw Europy, które we wrześniu odbędą się w Hiszpanii. Idąc dalej regułą obsadzenia obcokrajowca w roli trenera kadry, można się spodziewać renesansu wielkiej formy „złotek” i to niezależnie od tego, czy schedę w zespole siatkarek obejmie Massimo Bonita czy Allesandro Chiappini.
Po drugie...
Wraz z sukcesami zagranicznych szkoleniowców należy odłożyć do lamusa tzw. „polską szkołę trenerską”. Zapoczątkowały ją w latach siedemdziesiątych wielkie zwycięstwa naszych drużyn dowodzonych przez tak wybitnych fachowców jak Górski, Wagner, czy Piechniczek. Osiągane wyniki mówiły same za siebie: medale mistrzostw świata, olimpijskie laury, plejada wybitnych wychowanków. Ale to było kiedyś. Wtedy najlepszym lekarstwem na każdy problem była dyscyplina i katorżnicza praca na treningach, która przynosiła efekty. Dziś, w dobie profesjonalizacji, to nie wystarczy. Współczesny trener musi być po trochu psychologiem, strategiem i mediatorem. Musi mieć zgrany sztab ludzi odpowiadających za najmniejsze detale, od odpowiedniej diety po odnowę biologiczną podopiecznych. Niestety, wielu polskich trenerów wciąż tkwi w przeświadczeniu, że wystarczy, gdy sportowiec będzie na treningu wylewał siódme poty, a sukcesy same przyjdą. Zresztą, podpierając się przykładem futbolu – po raz ostatni polscy szkoleniowcy trenowali kluby z czołowych lig zagranicznych 15 lat temu. Henryk Kasperczak w Montpellier, a Zbigniew Boniek w AS Bari. Obaj zresztą raczej za zasługi w karierze piłkarskiej niż trenerski fach, obaj skończyli swą przygodę w tych klubach szybko (zwłaszcza Boniek, który choć był piłkarzem wybitnym, trenerem wręcz przeciwnie, o czym świadczy nawet, by daleko nie szukać, jego ostatni epizod w roli trenera polskiej reprezentacji 4 lata temu). Niestety, o polskich szkoleniowcach pamięta się w tej chwili głównie na Czarnym Lądzie (wspomniany wcześniej Kasperczak, który z sukcesami prowadził m.in. reprezentacje Senegalu, czy Tunezji oraz trenerski obieżyświat Wojciech Łazarek), czy równie egzotycznych krajach arabskich (Antoni Piechniczek pracujący swego czasu w ZEA) lub azjatyckich (Andrzej Strejlau w Chinach).
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW