Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Kilka refleksji...
dodano 15.02.2007
...o sportowych dyscyplinach zespołowych w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem futbolu i piłki ręcznej.
Po czwarte...
Oczywiście za ten stan rzeczy nie można obwiniać tylko trenerów. Wiele zależy od mentalności samych zawodników, która często pozostawia wiele do życzenia. Uderzająca do głowy sodówka, zachłyśnięcie nagłym sukcesem, minimalizm w zakładanych celach i osiadanie na (zazwyczaj skromnych) laurach to główne grzechy zabijające niektóre wybitne jednostki. W światku futbolistów nie od dziś funkcjonuje powiedzenia „Kto pije, ten gra, kto nie pije, nie gra”. W ostatni poniedziałek Dziennik i Wyborcza niezależnie od siebie wydrukowały artykuły o Krzysztofie Baranie i Marku Szemońskim – dwóch piłkarzach z wielkimi perspektywami, których kariera została zastopowana przez wódkę i rozrywkowy tryb życia. Patologia zaczyna się jednak już u najmłodszych. Dwa lata temu głośna była sprawa 19-letniego Łukasza Mierzejewskiego (członka wspomnianej wcześniej drużyny juniorskiej Globisza), który oskarżony przez młodą Finkę o gwałt przesiedział kilka tygodni w więzieniu. Sprawę udało się wyjaśnić, ale czy zgwałcił, czy sama mu dała nie jest problemem najważniejszym. Ważniejsze jest prowadzenie się młodych gwiazdek. Jednak w tym aspekcie także zmienia się bardzo wiele. Kluby, istniejące pod szyldem sportowych spółek akcyjnych coraz bardziej się profesjonalizują i tego samego wymagają od swoich podopiecznych. Podpisują z zawodnikiem kontrakt i wymagają dobrego prowadzenia się i odpowiednich rezultatów, w przeciwnym razie nie wahają się przed wyrzuceniem delikwenta na bruk. Także sportowcy zdają się rozumieć, jak ważny jest odpowiedni tryb życia i ciężka praca, które mogą zaowocować choćby wyższym kontraktem i transferem do zagranicznego klubu. No właśnie...
Po piąte...
Obalony został też mit o szkodliwości zagranicznych wyjazdów polskich sportowców. Jeszcze w latach 90-tych, gdy jakiś piłkarz wybierał się na saksy, spokojnie można było postawić na nim krzyżyk. Winą za to można było w pewnym sensie obarczyć mentalność, jaką nasi zawodnicy wynieśli z czasów komunizmu. Wtedy wyjazdy do zagranicznych klubów były możliwe dopiero po trzydziestym roku życia i traktowane przez sportowców raczej jako okazja do odłożenia trochę grosza na emeryturę. Nierzadko też dobrze zapowiadający się sportowcy doznawali szoku widząc sumę kontraktu w nowym zagranicznym klubie kilkakrotnie większą niż w Polsce i w szoku tym trwali aż do całkowitego stracenia formy. Zresztą, gdy nawet Polacy wyjeżdżali za granicę, to do przeciętnych klubów, gdzie i tak najczęściej spełniali drugorzędne role. Od czasu transferów Zbigniewa Bońka do Juventusu i Józefa Młynarczyka do FC Porto można policzyć na palcach jednej ręki piłkarzy, którzy trafili do dobrych zespołów i faktycznie stanowili o ich sile (m.in. Roman Kosecki w Atletico Madryt, Piotr Nowak w TSV Monachium, czy Andrzej Juskowiak w Sportingu Lizbona). Dziś jest na szczęście inaczej. Wyjazd zagraniczny jest poza okazją do uzyskania większych apanaży także szansą na sportowy awans, czy przeniesienie się do jeszcze lepszego klubu. Trzymając się piłkarskiego przykładu, futboliści coraz częściej lądują w dobrych klubach. Ireneusz Jeleń jest główną siłą ataku francuskiego Auxerre, a Tomasz Kuszczak zadomowił się w bramce Manchesteru United. Co kilka miesięcy w brytyjskiej prasie powracają spekulacje, że Artur Boruc z Celticu Glasgow będzie następcą legendarnego Jensa Lehmanna w Arsenalu Londyn, a jeszcze kilka tygodni temu o Radosława Matusiaka z GKS Bełchatów biło się pół piłkarskiej Europy. W innych dyscyplinach jest zresztą podobnie. Szlak przetarli siatkarze – zaczęło się od braci Stelmach, a po nich coraz więcej reprezentantów kraju przenosiło się do najlepszej na świecie ligi włoskiej. Zdobywali tam doświadczenie i uczyli się nowych rzeczy, które w pełni zaprocentowały podczas mistrzostw w Japonii. Nie inaczej jest z dwukrotnymi mistrzyniami Europy w siatkówce kobiet, które w większości postanowiły wyemigrować do najsilniejszych lig świata (Włochy, Rosja, Hiszpania). A piłkarze ręczni? Cała pierwsza siódemka kadry Bogdana Wenty ogrywa się w Bundeslidze, gra tam też kilku rezerwowych z tej drużyny, którzy uzupełnieni są o graczy z ligi polskiej. I Ci grający w Niemczech wcale nie są rezerwowami w podrzędnych klubikach, przeciwnie – stanowią o sile czołowych firm, takich jak Flensburg, czy Magdeburg. Widać ogromny postęp, jaki dały im występy na niemieckich parkietach w porównaniu do czasów polskiej ligi, której poziom jest mówiąc oględnie dość słaby.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW