Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Kobiety do rządzenia … tylko czym?
dodano 27.04.2010
Czym w polityce zajmują mężczyźni a czym kobiety i co z tego wynika dla pomysłu wprowadzenia do sejmu parytetu kobiet? Może gdyby „polityczki” poza sprawami kobiet raczyły zajmować się także sprawami całego społeczeństwa, byłoby ich w parlamencie więcej.
Jedna z mutacji argumentu głoszącego, że kobietom powinno się wręczyć władzę, bo tylko kobieta może reprezentować kobietę, mówi o obowiązku umieszczania ilości 50% kobiet nie w parlamencie lecz na listach wyborczych. Zgodnie z rozumowaniem jego zwolenniczek z tego powodu obowiązek ten miałby nie przeczyć regułom demokracji, że miałby pozbawiać wyboru nie wyborców a jedynie władze partyjne, które to podobno, a nie wyborcy, są odpowiedzialne za małą ilość kobiet w parlamencie, nie umieszczając pań na listach wyborczych. Zatem zgodnie z rozumowaniem feministek demokracja polega jedynie na postawieniu krzyżyka na karcie do głosowania (o które to płytkie rozumienie demokracji oskarżają one swoich przeciwników), ale już na wolności zrzeszania się w partie, swobodzie działania tych partii i swobodzie konkurencji między partiami nie. Zgodnie z opiniami tych pań, możliwość podejmowania przez władze partii decyzji o tym, kogo wystawić w wyborach, a kogo nie, nie ma żadnego znaczenia dla demokracji, decyzje te są arbitralne i nie są podejmowane ze względu na dobro partii ani przygotowania do współzawodnictwa tej partii z innymi partiami. Jest to oczywisty nonsens, gdyż nawet zdolność do prowadzenia rozgrywek partyjnych, które często postrzegamy jako kunktatorstwo, gra swoją rolę, selekcjonując polityków skutecznych i nieskutecznych (polityk, który nie umie wygrywać rozgrywek partyjnych, nie może być skuteczny w rozgrywkach międzypartyjnych; a kraj, który zakazywałby selekcji kandydatów poprzez rozgrywki partyjne traciłby na arenie międzynarodowej coraz bardziej globalizującego się świata). Zatem również łagodniejsza (poprzedzająca surowszą) wersja postulatu, by 50cio %ową ilość kobiet w społeczeństwie oddać poprzez ilość kobiet korzystających z biernego „prawa” (w tym wypadku raczej przymusu) wyborczego, stanowi zamach na demokrację.
Innym nieseksistowskim motywem do wpychania parytetu kobiet do parlamentu jest nie chęć zapewnienia kobietom kobiecej „reprezentacji” lecz chęć zapewnienia kobiecej reprezentacji wpływów i przywilejów władzy. Zgodnie z logiką tego motywu, władza nie jest wybierana przez wyborców, przekonanych do danego programu, po to, aby ten program zrealizowała, ale jest wybierana po to, aby dać jej możliwość nachapania się, zatem sytuacja, w której kobiety stanowią mniej niż połowę żerujących na państwie, jest „niesprawiedliwa”. Jest to zatem motyw nie tylko wyrachowany ale też nikczemny, bowiem jego celem jest wykorzystywanie społeczeństwa (czego nie usprawiedliwia udział innych w tym procederze). Nawet jeżeli sytuacja faktyczna, rzeczywiście wygląda tak, że z udziału w rządzeniu płyną jakieś materialne czy prestiżowe korzyści, to przechodzenie nad tym do porządku dziennego i oficjalne żądanie „równego rozdziału koryta” jest podłe, nieodpowiedzialne i bezmyślne. Jeżeli w instytucjach władzy dochodzi do nieprawidłowości, to należy starać się je zlikwidować lub chociaż przyznawać, że są czymś niewłaściwym, a nie postulować oficjalne uznanie swojego prawa do wykorzystywania tych nieprawidłowości dla własnego interesu. Tak jak próba przekazania kobietom władzy dokonywana pod pozorem realizowania ich czynnego prawa wyborczego (które, jak samo słowo „ich” wskazuje, jest ich a nie feministek-samozwańców prawem) była bezpodstawna, tak próba przekazania im władzy dokonywana pod oficjalnym szyldem realizowania ich biernego prawa wyborczego jest wyrachowana, chciwa i niegodziwa.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW