Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Zapiski z Anglii
dodano 21.07.2010
Opowiadanie oparte na przeżyciach autora w hrabstwach Kent i Sussex w Anglii. W latach 2009 i 2010.
Co jednak robił -próbował sobie przypomnieć w wolnych chwilach, kiedy nie zbierał jabłek. W średniowiecznym Kencie był prawdopodobnie sympatykiem tego co przychodziło z kontynentu. Normanem spokrewnionym z dworami we Francji i Niderlandach? W Szkocji piktyjskim albo szkockim obrońcom starej tradycji? Przed szkotami lub anglikami. Przedstawicielem jednej z grup najeźdźców? Tyle ich przecież było! Aglowie, Sasi, Normanowie i Wikingowie. Ci nie, oni raczej mniej lub bardziej związani byli z kultem Odyna. Więc chyba obrońcą starej szkocko-piktyjskiej tradycji sprzed inwazji. Lub jakimś chrześcijańskim mnichem przybyłym statkiem z zielonej wyspy, zaledwie w starych zniszczonych skórzanych sandałach i jednej porwanej szacie, walczącym z dawnym obyczajem. Tak kpiąco na niego popatrzył. Zupełnie jakby chciał powiedzieć. Co znowu tu przyjechałeś? Co teraz zamierzasz zrobić? Po co? Do cholery jasnej! Przyjechałem tu bo w kraju nie mam żadnych perspektyw. Przyjechałem żeby przetrwać, a nie umrzeć z głodu pod jakimś starym brudnym śmietnikiem. Przyjechałem żeby nie umrzeć z głodu. Żeby nie palić niedopałków zbieranych wstydliwie na ulicy, tak jak to robią niektórzy. Żeby nie prosić matki o pożyczkę na papierosy, kawę i chleb. Przyjechałem tu autostopem. Do cholery jasnej! Bo przecież nie po to właśnie tak zebrały się przyczyny mojego losu żebym musiał tu przybyć dla innego celu. Absurd. Pomimo nie młodego już wieku, ale i nie starego. Ukończyłem czterdzieści lat, i podjąłem wyzwanie życia. Podniosłem rzuconą mi na ziemię rękawicę i oto przybyłem. Nie znając języka i nie mając pieniędzy. Nie mając także fachu który by mi się tu przydał. Tak się złożyło że postanowiłem po prostu przerwać. Przetrwać za wszelką cenę. Jeśli znowu tu przyjadę i dostanę tą pracę w okolicy Edynburga, o którą staram się poprzez warszawską agencję, to znaczy że związek jest. I nie dlatego wcale że tylko tu szukałem pracy, po prostu na dziesiątki listów i wysłanych cv akurat odpowiedziała mi jedna agencja, oferująca prace w fabryce niedaleko Edynburga. Zobaczymy za kilka dni, a na pewno już za dwa tygodnie. Na razie kamerą kupioną po miesiącu pracy razem z laptopem za pieniądze zarobione w okolicy Sittinbourgh [ i odłożyłem jeszcze parę setek funtów, no może z pięć] Więc tą małą, fajną, czerwoną kamerą [właśnie taką chciałem mieć] kupioną w Argosie w pewne niedzielne wrześniowe popołudnie, filmuję mój pokój, następnie widoki z okna i z balkonu. Najbardziej mi chodzi o wzgórze które widać przez okno i zamek widziany najlepiej z balkonu. Dalej na wysokiej brzozie [kiedy ona urosła taka wielka, pamiętam jak była mała] Na tej brzozie jest wielkie, ogromne wprost gniazdo ptasie. Gniazd jest tu sporo. Prawie na każdym drzewie jakieś. Po prawej stronie liceum do którego chodziłem. Oczywiście szukam na portalach także i innej pracy. Czekanie na po świętach żeby się ze mną umówili na spotkanie kwalifikujące z połączone z egzaminem, a następnie samo spotkanie i egzamin, i jeśli przejdę przez sito kwalifikacji, dopiero za podejrzewam kilka dni wyjazd. Raz: boje się czy mnie nie zamkną z powodu wymyślonych obciążeń przez ZUS. Dwa, praca nie jest jakaś szczególna. Pakowanie na taśmie sałatek i pizzy. Osoba z lekkim niedorozwojem umysłowym może to robić, ale mają w czym wybierać i robią to. Przy okazji może bawią się ludźmi i pokazują jak są ważni. Na wszelki wypadek nie mówię wiele o sobie. Pamiętam doświadczenia z Glasgow. Nikogo tam nie obchodziło co robiłem wcześniej. Że od dwudziestu lat uprawiałem sztuki walki. Że interesuje się filozofią i religią wschodu. Że interesuje się wpływem technik medytacyjnych na umysł człowieka. Że znam nieźle linuxa i używam mandriwy. Że próbuję pisać i malować. Że miałem nawet wystawy w Polsce, we Wrocławiu. Miedzy innymi w galerii "Entropia" prowadzonej przez Alę i Mariusza Jodko. Że potrafię kreować strony internetowe i trochę param się informatyką, oraz nawet próbuje programować. Może jedynie to, że mogłem zostać uznany za dziwaka. Bo do znalezienia pracy te moje umiejętności nie są specjalnie przydatne. Przypominam sobie rozmowy z jednym człowiekiem z Mongolii który rzekomo przyszedł na nogach z Mongolii do Krakowa. Szedł przez prawie całą Azję i kawałek europy aby zatrzymać się dopiero na plantach. On też opowiadał mi jakieś dziwne rzeczy, że między Chinami a Mongolią trwała wojna. Że to i tamto. Nikogo to w Krakowie nie obchodziło.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW