Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Kto w Nadwiślańskim Kraju może bezkarnie krytykować?
dodano 02.08.2010
Czy można ufać naszym niezawisłym sądom? Zwłaszcza najniższych instancyj?
A pisarka o inicjałach MCh (na znanym portalu występowała pod pełnymi danymi osobowymi) produkowała się w dziedzinie a to przaśnych dowcipów (cały osobny dział jest tam określony jako najdowcipniejszy z wątków), a to poszydziła sobie z przysięgi studenckiej, a to (jak wspomniano) pomówiła faceta o posiadanie paru kont (bo momentami twierdziła, że miał aż… trzy), a to sfałszowała komentarz** wpisując jedno nazwisko zamiast innego automatycznie wstawianego przez system podczas korzystania z opcji „cytuj”. Po ujawnieniu sprawy w internecie i skrytykowaniu, że wychowawczyni młodzieży jednak nie przystoi taki sposób bycia, owa pani prawdopodobnie zarumieniła się, skasowała swój wizerunek z portalu i udała się ze swoim... adwokatem na… policję oraz do paru... sądów z żądaniem zadośćuczynienia (to przecież kilka tysięcy europów!), przeprosin oraz zlikwidowania wszystkich artykułów z przestrzeni internetowej, w których padają jej inicjały i inne dane, które ona odczytuje jako aluzję do jej osoby (i słusznie, bo jednak powinna się bardziej wstydzić, a mniej po sądach wędrować!).
Oczywiście, tego typu artykuły jak ten, będą załączone do sądów, także w ramach apelacyj, aby ukazać prawnikom (adwokatom i sędziom) stosowany w Polsce zakres podawanych wiadomości, bowiem oni jakoś nie mają pojęcia, że dziennikarz ma prawo informować opinię publiczną o bulwersujących czynach rozmaitych osób, w szczególności kapłanów, pisarzy, nauczycieli, urzędników i polityków (p. prawo prasowe).
Procesy z p. MCh najwyraźniej zmierzają w kierunku Sądu Najwyższego i może okazać się, że dopiero ten najważniejszy sąd uzna, że każdy ma prawo omówić dowolny tekst dobrowolnie zamieszczony w internecie przez dowolną osobę, w szczególności, jeśli krytykowana osoba pełni funkcje zaufania publicznego i powinna być wzorem dla innych obywateli. Zamiast niedoświadczonego sędziego, sprawę powinna zaopiniować komisja etyki dziennikarskiej.
Wyobraźmy sobie, że zamiast owej akademickiej nauczycielki, jej wszystkie teksty na NaszejFerajnie* byłyby napisane przez biskupa; przecież afera (i komedia!) byłaby na całego, gdyby udało mu się przekonać jakiegokolwiek adwokata, aby wespół ośmieszali się po sądach, analizując te wszystkie wypowiedzi. Media nie pozostawiłyby suchej nitki na nich i to nie tyle za szokujące teksty duchownego, ile za ich głupotę i pieniactwo przed obliczem Temidy!
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW