Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Komunistyczny język debaty
dodano 20.08.2008
Język polskich mediów niewiele odbiega od retoryki komunistycznej
Bronisław Wildstein, dziennikarz stały „Rzepy”, z kolei pisze o partii Rosji, jaka działa u nas, oczywiście ze szkodą dla Polski. Każdy, kto odważy się zinterpretować stanowisko Rosji w tym konflikcie, a nie daj Panie B., podważyć prawo Gruzji do interwencji w Osetii Południowej – jest dla Pana Wildsteina już nie tylko agentem wpływu, ale agentem faktycznym, członkiem partii Rosji i do tego jeszcze narzędziem putinowskiej propagandy..
Wildstein wymyśla ludziom, którzy mają odwagę mieć inne poglądy, którzy chcą i potrafią wznieść się ponad uprzedzenia, od pożytecznych idiotów, albo wręcz sugeruje, że działają w imię własnych, wąskich interesów.
I znów ta logika może doprowadzić na manowce. Bo czyż do tej partii nie można by zaliczyć samego Lecha Kaczyńskiego, który właśnie wstrzymał definitywnie publikację „porażającego” aneksu Antoniego Macierewicza, w którym „czarno na białym” i zapewne bezspornie miały zostać ukazane związki oficerów WSI z agenturą sowiecką? I zresztą nie tylko oficerów, bo i biznesmenów, polityków, może i działaczy opozycji. Czyż Lech Kaczyński nie jest członkiem partii broniącej agentów?
Język propagandy komunistycznej był znany. Prosty, dość prymitywny, ale urzekający dosadnością i barwnymi porównaniami, i prostymi skojarzeniami. Panowie Wildstein i Rybiński, którzy lata polskiego dochodzenia do wolności spędzili na emigracji (Rybiński wrócił do kraju dopiero w 1998 roku) – operują językiem, który w prostej linii nawiązuje do wzorców „średniego” Urbana. Jest trochę tylko bardziej toporny.
Język ten i ton publicystyki całej „Rzeczpospolitej”, drugiej obok „Gazety Polskiej”, witryny prasowej Prawa i Sprawiedliwości, nie zmieni tego, że Polska będzie musiała się z Rosją tak czy inaczej porozumieć, że jesteśmy skazani na kontakty polityczne i gospodarcze i że „partia Rosji” - czyli partia racjonalistów – musi zwyciężyć.
Rosja nie jest państwem demokratycznym – nigdy nie była i nie będzie. Putin wyraźnie nadał temu krajowi nowy rys polityczny, który jest określany często jako demokratura. Nie jest to zbieżne w najmniejszym stopniu z pojęciami o demkracji świata zachodniego. Putinowi udało się wyeliminować konkurencję polityczną, ale jednocześnie ograniczył wpływy oligarchii i doprowadził do wzmocnienia struktur państwa, a także jego pozycji na arenie międzynarodowej. I to się Rosjanom podoba, o czym świadczą choćby wyniki tegorocznych wyborów prezydenckich. Rosja twardo kroczy własną drogą, i albo uda się do tego przystosować i wyciągnąć z tego konkretne korzyści – albo wejdziemy w etap nowej zimnej wojny z naszym wschodnim sąsiadem. Tylko, że zafundujemy sobie to sami, bo nie należy liczyć, że inne, silniejsze państwa Unii Europejskiej pójdą tą drogą. Tam „partie Rosji” są dużo silniejsze niż w Polsce i działają na rzecz własnych obywateli.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW