Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
DEMOKRACJA - dynamit w rękach ludu
dodano 23.04.2007
Stany Zjednoczone nazwane przez jednego ze swoich prezydentów „najsprawiedliwszym, najbardziej postępowym, najbardziej honorowym i najbardziej oświeconym narodem świata” od ponad 200 lat zaangażowane są w proces „poszerzania granic demokracji".
Tematem ówczesnej dyskusji politycznej był sposób kontrolowania handlu, państwa i kościołów. Sama demokracja była jednak koncepcją radykalną i rewolucyjną - „złem najgorszym ze wszystkich”, jak wyrażał się o niej jeden z założycieli państwa, wiceprezydent Elbridge Gerry, a Alexander Hamilton wyjaśniał, że "każda społeczność składa się z grupy mniejszości i grupy większości. Pierwszą tworzą bogaci i wysoko urodzeni, druga - to masy społeczne... Lud jest buntowniczy i zmienny, rzadko potrafi poprawnie oceniać i decydować". Edmund Randolph – pierwszy minister sprawiedliwości – podkreślał nawet, że powodem wszystkich problemów państwa były „buntowniczość i szaleństwa demokracji”. (3)
Gdy w roku 1803 obszar Luizjany przyłączono do Stanów Zjednoczonych, liderzy partii republikańsko-demokratycznej, Jefferson i Madison, dali pierwsze historyczne świadectwo owego legendarnego, 200-letniego procesu „poszerzania granic demokracji”, stanowiącego dziś naczelny motyw polityczno-historycznej indoktrynacji społeczeństw Zachodu. Oświadczyli wtedy, że nie zamierzają pozwolić ludności Nowego Orleanu wybierać swoich reprezentantów, do czasu aż określona liczba osób godnych zaufania ze stanów północnych napłynie do miasta. Wprowadzono tam więc dyktaturę wojskową, gdyż mieszkańcy miasta „niczym dzieci, nie byli jeszcze zdolni do tworzenia samorządu”, jak ujął to Jefferson.(4) Nowy Orlean, zamieszkały przez dużą liczbę uchodźców z Meksyku, był pierwszym wyrazistym przykładem tego, jak pojmowano amerykańską demokrację, która nigdy nie miała oznaczać hasła, definiowanego w leksykonach i encyklopediach jako „rządy ludu”.
Niewiele później John Quincy Adams, uznawany dość zgodnie przez amerykańskich historyków i politologów za najwybitniejszego sekretarza stanu w całej historii państwa, stanął przed podobnym problemem. Na pytanie, czy jest w stanie uznać aspiracje demokratyczne społeczeństw Ameryki Łacińskiej i czy Stany Zjednoczone są skłonne poprzeć te tendencje, jego odpowiedź była jednoznaczna. Poszerzenie demokracji na te tereny John Quincy Adams - członek najbardziej wpływowego rodu politycznego w historii USA - uznał za zadanie niewykonalne. Twierdził, że narody Ameryki Łacińskiej posiadają całkowicie „odmienną tradycję polityczną”, odmienne „przekonania religijne” oraz „inne preferencje polityczne”. W konsekwencji takiego rozumowania elity polityczne USA nie tylko nie angażowały się w proces poszerzania granic demokracji, ale były i są najbardziej znaczącym czynnikiem jej ograniczania. Prawa demokratyczne stanowiły zawsze cel żmudnej, poniżającej i nierzadko krwawej walki tych, których status społeczny umieszczał poza granicą demokracji.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW