Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
DEMOKRACJA - dynamit w rękach ludu
dodano 23.04.2007
Stany Zjednoczone nazwane przez jednego ze swoich prezydentów „najsprawiedliwszym, najbardziej postępowym, najbardziej honorowym i najbardziej oświeconym narodem świata” od ponad 200 lat zaangażowane są w proces „poszerzania granic demokracji".
Warto jednak podkreślić, że sposób, w jaki waszyngtońska elita polityczna zmuszona była traktować demokrację, zmieniał się na przestrzeni historii bardzo znacząco. Demokratyczne przeobrażenia społeczne lat 60. ubiegłego wieku sprawiły, że na szczytach władzy o demokracji trzeba było zacząć mówić z szacunkiem, a szacunek ten powiązać z tradycją. Richard Nixon był prezydentem, który na trwałe rozwinął sztandar demokracji jako ważną część amerykańskiego wizerunku międzynarodowego i politycznego public relations. To on, jako pierwszy, wyznał swojemu narodowi, że najwybitniejszym prezydentem Stanów Zjednoczonych w XX wieku był Woodrow Wilson ze względu na jego wielkie i pamiętne „zaangażowanie dla demokracji”. Od czasu Nixona każdy amerykański prezydent solidarnie deklarował poparcie dla idei krzewienia demokracji na świecie, określanej mianem idei Wilsonowskiej. Słynne hasło Wilsona „Make the World Safe for Democracy” - czyli „uczynić świat bezpiecznym dla demokracji” – przyniosło jednak więcej zamieszania w historii niż bezpieczeństwa, na jakie, jak dotąd, nie zasłużyła sobie znienawidzona w kręgach elitarnych władza ludu, czyli demokracja.
Woodrow Wilson obejmował władzę w niezwykle burzliwym okresie historii światowego kapitalizmu. Gdy rozpoczynał pierwszą swoją kadencję w roku 1913 wyznał jednak, że „byłoby wielką ironią mojej prezydentury, gdybym poważnie musiał zająć się polityką międzynarodową”. Jego wiedza na temat stosunków międzynarodowych była raczej „żenująca ponieważ nie bardzo się w nich wyznawał i nie specjalnie go one interesowały” – komentował wybitny historyk amerykańskiej dyplomacji Walter LaFeber. Prezydentura Wilsona miała w istocie ironiczny przebieg. Pierwszym problemem – ujawniającym „zaangażowanie dla demokracji” i „prawo narodów do samostanowienia” - z jakim przyszło mu się zmierzyć, była rewolucja w Meksyku - pierwsza wielka rewolucja XX wieku, po której nastąpiły niemal jednocześnie rewolucja w Rosji i w Chinach.
Kampania meksykańska Wilsona z jego słynnąolity frazą „mam zamiar nauczyć Latynosów, jak wybiera się dobrych ludzi” nie należała do pcznych sukcesów w amerykańskiej „tradycji demokratycznej”. Walter LaFeber określił ją jako posunięcie polityczne, które wywołało „niemal dyplomatyczny i militarny kryzys”. W roli nauczycieli demokracji do Meksyku wysłano 6000 żołnierzy pod dowództwem generała Pershinga, których zadaniem było bronić meksykańskie złoża ropy naftowej potrzebne wtedy amerykańskiej i brytyjskiej flocie wojennej. Wszystko po to, aby kilkadziesiąt lat później amerykańscy prezydenci i eksperci przemysłu public relations mogli wygłaszać oratoria na temat „zaangażowania dla demokracji” „najsprawiedliwszego narodu świata”.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW