Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Sokołowski: major wprowadził mnie na pole minowe
dodano 18.07.2011
Po wojnie egipsko–izraelskiej Organizacja Narodów Zjednoczonych przejęła pieczę nad zabezpieczeniem pokoju na półwyspie Synaj i powołała siły zbrojne ONZ. Siły te miały rozdzielić zwaśnione strony - Izrael i Egipt.
Codziennie rano na pole minowe przyjeżdżał patrol. Żołnierze ustawiali się przed samochodem, a lekarz sprawdzał czy drżą i pocą im się ręce. Jeżeli nie drżały, mężczyzna mógł wejść na pole minowe, jeżeli nie był na to gotowy, wracał do samochodu. Zwykły szeregowy nie dotykał znalezionej miny, podchodził do niej dowódca drużyny, następnie zaczepiał ją linką za uchwyt, wycofywał się w miejsce bezpieczne i wyciągał. W każdą środę o godzinie szesnastej odbywała się detonacja. Pod niebo szedł wówczas różowy ogień widziany na pustyni z odległości pięciu kilometrów.
CODZIENNE ŻYCIE
Żołnierze spali w składanych altankach z instalacją elektryczną, niektóre miały nawet klimatyzację. Podczas budowy były one wkopane w ziemię na około półtora metra, a całość obłożono workami z piachem. W południe żołnierze nie wykonywali żadnych zadań, temperatura na to nie pozwalała. Pracowali do godziny jedenastej, następnie od piętnastej do późnych godzin nocnych.
– Czasami brakowało nam wody, którą codziennie musieliśmy dostarczyć. Był okres, że woziliśmy ją aż z Ismailia. Kiedy jechaliśmy do oddalonego od naszej bazy o czterdzieści kilometrów miasta, trzeba było przekroczyć kanał, żeby to zrobić musieliśmy czekać aż zbudują mosty – mówi Sokołowski. Wojska egipskie znajdowały się na zachód od Kanału Sueskiego, a tam mogła stacjonować tylko piechota. Nocą budowali, więc mosty pontonowe, żeby dostarczyć swoim żołnierzom zaopatrzenie.
Często, aby przekroczyć posterunki w strefach granicznych i szukać mostu należało kontaktować z arabami. Pewnego dnia kierowca Okoński, krępy blondyn i kapitan Sokołowski pojechali do Ismailia w poszukiwaniu przeprawy. Musieli jednak przejechać przez strefę umocnień izraelskich. – Okoński powiedział, żebym nie wysiadał z samochodu, on załatwi przepustkę u Arabów. Posłusznie siedziałem, chociaż to ja dowodziłem – opowiada. Kierowca zawsze załatwiał coś przy reflektorze auta, lecz nie chciał zdradzić co. – Pewnego razu moja ciekawość była silniejsza i na którymś posterunku wysiadłem. Okazało się, że kontyngenty szwedzkie miały dużo magazynów dla panów, tzw. świerszczyków, a Okoński je przechwycił. Arabowie podchodzili do reflektora, a Okoński pokazywał im magazyn i kazał wyrwać jedną kartkę. Tego dnia kierowca powiedział do mnie: „panie kapitanie zostały mi już tylko trzy kartki”. Dla mnie to był szok – podsumował.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW