Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Anioły, Demony i arcybiskup marnotrawny
dodano 05.06.2007
Obydwu bohaterów mojego tekstu nie trzeba chyba szerszemu ogółowi szczególnie przedstawiać. Zarówno Abp Emmanuel Millingo, jak też Dan Brown są powszechnie znani, trzeba przyznać, że nie z najlepszej strony.
Władać włoskim, hiszpańskim i angielskim.
Nie posiadać żadnych wstydliwych tajemnic.
Mieć nie mniej niż sześćdziesiąt pięć i nie więcej niż osiemdziesiąt lat.
Gdyby tak było, kardynał Wojtyła nie miałby szans na wybór. Miał bowiem wtedy tylko 58 lat. Funkcja adwokata diabła nie ma oczywiście, jakby chciał Brown związku z konklawe, ale z procesem kanonizacyjnym. Wszelkie zresztą pertraktacje i uzgodnienia przed wyborem, które u Browna są jego integralna częścią, w rzeczywistości są zakazane przez prawo kościelne, a ktoby się ważył je podjąć jest zagrożony ekskomuniką. Wreszcie paliusze, nie są przez papieża wręczane kardynałom, lecz metropolitom, ale pewnie dla Browna to żadna różnica. Za dużo też chyba Brown się naczytał pseudonaukowej książki Święty Graal, święta krew, gdyż uwierzył jej autorom, że Oko Opatrzności jest przede wszystkim symbolem masońskim, nie zaś chrześcijańskim. Biblii natomiast chyba nigdy nie czytał, skoro przyjął, że wybitny znawca symboliki religijnej może uznać, iż dwie synogralice nie mają żadnego znaczenia symbolicznego, a pojedyncza ma przede wszystkim konotacje pogańskie. Zresztą w obydwu książkach o Langdonie Brown przypisuje temu bohaterowi prymitywny pogląd o jednoznaczności symboli religijnych. Z takim przekonaniem nie można zostać nie tylko profesorem, ale nawet magistrem żadnej z nauk o kulturze.
Błędy wynikające z żenująco małej wiedzy Browna o Kościele były hierarcha katolicki zapewne zdoła przed ekranizacją poprawić. Uczyni to jednak tę produkcje jeszcze bardziej zwodniczą i niebezpieczną dla wiary milionów zwykłych ludzi. Główne bowiem żądło antyreligijnej propagandy tej powieści nie leży w tych wszystkich bzdurach, które przytaczałem wyżej. One tylko świadczą o dyletanctwie i niewiedzy Browna, samą zaś książkę kompletnie pozbawiają wiarygodności w oczach czytelników chociaż minimalnie wyrobionych intelektualnie. Prawdziwym zagrożeniem jest kłamstwo, które wielu może wziąć za prawdę, mianowicie, że: Od zarania dziejów istniał głęboki rozdźwięk pomiędzy nauką a religią. Uczeni, którzy
otwarcie mówili o swoich odkryciach, tacy jak Kopernik...
– Byli mordowani – wtrącił się Kohler. – Mordowani przez Kościół za ujawnianie prawd
naukowych. Religia zawsze prześladowała naukę.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW