Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Anioły, Demony i arcybiskup marnotrawny
dodano 05.06.2007
Obydwu bohaterów mojego tekstu nie trzeba chyba szerszemu ogółowi szczególnie przedstawiać. Zarówno Abp Emmanuel Millingo, jak też Dan Brown są powszechnie znani, trzeba przyznać, że nie z najlepszej strony.
Tu nie wystarczy uśmiechnąć sie z politowaniem. Oczywiście wszyscy doskonale wiedzą, ze ksiądz kanonik Mikołaj Kopernik nie został przez nikogo zamordowany, a już na pewno nie przez Kościól, którego był duchownym i dostojnikiem, i z którego hierarchią żył w doskonałych stosunkach.
Są jednak pseudonaukowcy, opanowani antykościelną ideologią, którzy śmią twierdzić, iż z ledwością uniknął stosu, a nawet, że tylko przedwczesna śmierć naturalna go od niego uchroniła. W rzeczywistości było zupełnie inaczej. Swoje dzieło „O obrotach” zadedykował on Papieżowi Pawłowi III, otrzymał też na nie Imprimatur biskupie, a w roku publikacji został mianowany członkiem Akademii Papieskiej w Rzymie. Sprawa Kopernika ma jednak w tej powieści marginalne znaczenie. Za bohatera szczególnych prześladowań kościelnych obrał Brown Galileusza. Jak wielu innych antykościelnych pisarzy czyni z niego męczennika inkwizycji, wykazując się zupełną ignorancją na temat sytuacji teorii kopernikańskiej w trakcie jego procesu. Otóż trzeba pamiętać, że wtedy teoria heliocentryczna była tylko hipotezą, nie mającą poparcia w wynikach obliczeń pozycji ciał niebieskich. Bardziej zbliżone do rzeczywistości obliczenia dawały zarówno teoria geocentryczna, jak i pośrednie teorie tychońskie. Dopiero Kepler (sponsorowany zresztą przez Kościół) rozwiązał ten problem. Kompletna brednię pisze tez Brown, że Galileusz został de facto skazany za głoszenie eliptyczności orbit, co było nie do przyjęcia dla Kościoła przywiązanego do przekonania o doskonałości okręgu. Trudno o większą bzdurę. W rzeczywistości to nie kościół, a Galileusz głosił kolistość orbit. Gdyby przyjął odkrycia Keplera (o kilkanaście lat wcześniejsze) o eliptyczności tychże pewnie by sie na procesie wybronił. Był jednak zbyt zadufany, by to zrobić. Kościół dopuszczał więc głoszenie teorii heliocentrycznej jako teorii, nie pozwalał natomiast na traktowanie jej w kategoriach pewników, dopóki nie została udowodniona. Istnieli bowiem ludzie, tacy jak Giordano Bruno, którzy próbowali wykorzystać heliocentryzm przeciw Kościołowi i jego nauce. Wychodzili oni z założenia, ze skoro ziemia obraca sie wokół słońca jak każda inna planeta, to nie może być ona teatrem Historii Zbawienia, a więc dogmaty wiary są nieprawdziwe. Dziś może się to wydawać dziwne, ale czterysta lat temu głoszenie takich teorii było działaniem rewolucyjnym nie tylko w religijnym, ale i w politycznym sensie. Działania Bruna rzeczywiście zresztą owocowały wywrotowym fermentem politycznym o ogólnoeuropejskim zasięgu, za co zresztą został on stracony, a nie za heliocentryzm, jak się często błędnie głosi. W kontekście książki Browna jednak mniej istotne są niuanse wczesnonowożytnej polityki, ważniejsza natomiast jest teza pisarza, jakoby religia i nauka były ze sobą absolutnie sprzeczne. Jeden z bohaterów, będący jednocześnie fizykiem i księdzem, podejmuje badania, których rezultaty mają pomóc przezwyciężyć rzekomo odwieczny konflikt między nauka a religią. Z tego powodu przez naukowców jest traktowany podejrzliwie i uważany za niebezpiecznego, a przez przedstawicieli Kościoła zostaje zamordowany. W świecie urojeń Browna pogodzenie nauki i religii jest nie tylko niemożliwe, ale tez niechciane ani przez naukowców, ani przez duchownych. Wedle Browna naukowcy żywią przekonania, że Łączenie nauki i Boga jest największym naukowym świętokradztwem. Szczególne oburzenie miała wzbudzać stworzona przez owego księdza naukowca dyscyplina zwana teofizyką. Brown oczywiście przeoczył, że rudymenta takiej dyscypliny stworzyli już pół wieku temu uczeni tej miary jako fizycy, jak Werner von Heisenberg, czy Carl Friedrich von Weizsaecker. Zwłaszcza o tym pierwszym raczej nie mógł Dan Brown nie słyszeć. Dowodzi to tylko, że z tą tematyką również nie raczył się gruntowniej zapoznać. A zasady sztuki pisarskiej wszak powiadają, ze pisać powinno sie o rzeczach sobie znanych.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW