Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Ziobro kontra Lepper, PiS kontra Samoobrona
dodano 22.08.2007
Obstawianie jakiegoś zakończenia afery łapówkarskiej w Ministerstwie Rolnictwa, czy też jak wolą inni, prowokacji CBA wobec Leppera, to na razie gra w ruletkę. Wygląda jednak na to, że stół do tej ruletki nie pojawił się przez przypadek na scenie politycznej.
Gdy akcja CBA zbliżała się do finału, którym miało być złapanie Andrzeja Leppera z łapówką w kieszeni, ten został ostrzeżony wg pierwotnej relacji jego samego dwukrotnie, raz przez nieznanego mężczyznę, a także telefonicznie. Będąc uważnym obserwatorem sprawy, oglądając transmitowane "na żywo" konferencje prasowe Leppera bezpośrednio po "spaleniu" akcji, a także pilnie czytając relacje prasowe odtwarzające szczegółowo przebieg wydarzeń w newralgicznych momentach, mam jednak wątpliwości co do tego, czego dotyczyły te ostrzeżenia. Relacjonując obie rozmowy Andrzej Lepper mówił raczej o ostrzeżeniach o jakimś bliżej nieokreślonym zagrożeniu, a nawet nie o ostrzeżeniach, lecz wręcz groźbach pod swoim adresem, jednak nie zawierających w swojej treści żadnych sugestii o łapówce. Skutkiem jednego z tych ostrzeżeń miało być szukanie kamizelki kuloodpornej dla Leppera i namawianie go do wyjazdu poza Warszawę - czy takie zachowania miałyby rację bytu po ostrzeżeniu "nie bierz żadnej lewej kasy"? Natomiast jakieś ostrzeżenie dotarło do jednego z aresztowanych dżentelmenów, który ponoć już nawet przeliczył "kasę", ale jednak ostatecznie jej nie wziął i dopiero chyba ta informacja wyjaśniła Lepperowi (gdy do niego dotarła), o co właściwie chodzi i jednocześnie dopiero wtedy akcja CBA została ostatecznie "spalona".
W pierwszych, bardzo emocjonalnych wystąpieniach na konferencjach prasowych Andrzej Lepper oskarżał przede wszystkim CBA o prowokację, wskazywał na kierownictwo PiS jako animatora akcji, (premier nie zaprzeczał i zdymisjonował Leppera) i wbrew temu, co mówi ostatnio - wydawał się zdecydowanie zaskoczony (a więc nie ostrzeżony i przygotowany do obrony) sytuacją w jakiej się znalazł. Dopiero wobec dalszego przebiegu wydarzeń, praktycznego rozsypywania się koalicji i konieczności przejścia do kontrataku sam Andrzej Lepper, bądź ktoś z jego otoczenia przypomniał mu o możliwości wykorzystania rozmowy z 14 czerwca z Ziobrą, do wskazania tego swego dotychczasowego sojusznika (sojusznika - bo ostrzegał) jako źródła przecieku. I Lepper to zrobił, z tym, że zachowując szansę na ewentualne wycofanie się z tego donosu na Ziobrę, przedstawił ostrzeżenie jakie w tej rozmowie otrzymał jako dość enigmatyczne i mało konkretne. (Tu dygresja: zatem niebezpiecznie być nie tylko przeciwnikiem, ale i sojusznikiem Andrzeja Leppera i powinni to wziąć pod uwagę także członkowie kierownictwa Samoobrony.) Zastanawiające jest w tej relacji o otrzymanym ostrzeżeniu także to, że Lepper mocno podkreślał, że padło ono na samym końcu rozmowy, tuż przed wyjściem Ziobry z gabinetu - tak jakby już wtedy wiedział, lub przynajmniej zakładał, że rozmowa jest nagrywana, a brak ostrzeżenia w nagranym tekście rozmowy da się wytłumaczyć wyłączeniem wcześniej urządzenia nagrywającego.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW