Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Rzecz o prozie Amosa Oza
dodano 07.03.2009
Ozowski człowiek mówi, Jahwe milczał.
Ciepłe kobiety, zimni mężczyźni
Wątek „odgrywania roli” (matki, oblubienicy, kogokolwiek) nie pojawia się zresztą w Tym samym morzu po raz pierwszy. Wcześniej pojawia się w Czarnej skrzynce (napisanej przez Oza w 1987 r. - dwanaście lat przed Tym samym morzem).
W pisarstwie Oza kobiety i mężczyźni różnią się od siebie radykalnie. Kobiety w jego książkach są pełne sił, są w posiadaniu jądra życia, które generuje ciepło, powodujące ich przyciąganie. Sądzę, że blisko im do Cortazarowskiej Magi – ich atrybutem jest intuicja, empatia, mocą której rozumieją świat. Bohaterki książek Oza (Dita z Tego samego morza, Noa z Nie mów noc, Maja z Nagle w głębi lasu) cechuje odwaga i radosne, pełne spokoju otwarcie na świat. Te kobiety (czy dziewczynki – jak Maja) są bramami, przez które mężczyźni (twardzi, zimni i zakrzepli w sobie, posługujący się – z reguły ponadprzeciętną – inteligencją) je dopełniający poznają świat. Kobiety otwierają swoich zakrzepłych w chłodnej racjonalności i zachowawczości kompanów, dają im radość, uczą miłości, ukazują piękno. Na ogół zawstydzają mężczyzn swoją odwagą (wypływającą zapewne z nadziei, która – w konfrontacji z zimną kalkulacją mężczyzn – uchodzić może za beztroskę).
Amos Oz w swojej autobiografii (Opowieść o miłości i mroku) opisuje w ten sposób swoją żonę:
Nili rozrzutnie rozsiewała wokół siebie radość życia. Radość biła z niej jak woda ze źródła, bez żadnej przyczyny i bez celu, nic specjalnego nie musiało się dziać, by Nili promieniała szczęściem. Oczywiście – nieraz widziałem, że się smuci – płakała otwarcie, kiedy ktoś ją skrzywdził, czy obraził, albo kiedy tak jej się zdawało. Szlochała w głos, bez cienia wstydu, oglądając smutny film, roniła łzy nad wzruszającą stronicą jakiejś powieści. Jednakże jej smutek zawsze był ujęty w nawias niezmiennej żywiołowej radości życia, tryskającej jak gejzer, którego nie zmogą żadne śniegi, ani lody, ponieważ jego ciepło pochodzi z samego jądra ziemi. (…) A ja, „dziecko z zewnątrz”, piętnasto -, szesnastolatek, na radość emanującą z Nili, patrzyłem jak na księżyc w pełni – daleki, nieosiągalny, ale tak zachwycający, że nie można od niego oczu oderwać. Ma się rozumieć, jedynie z daleka. Nie byłem godzien. Na tak jasny blask komuś takiemu jak ja wolno było tylko popatrzeć
(Opowieść o miłości i mroku)
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW