Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Tragiczny finał wyjazdu rodziców za granicę
dodano 12.07.2008
Codziennie jesteśmy informowani o tragicznych wypadkach. A to zasypanie górników w kopalni, a to katastrofa autobusu albo samolotu, a to zadźganie, zastrzelenie, uduszenie.
Niezależnie od niniejszych uwag i pouczeń, błąd mediów jest ewidentny - nie ma mowy o tragedii, ani o tragicznym finale. Wręcz przeciwnie - cała sprawa zakończyła się szczęśliwie! Nie zmieniajmy znaczeń słów ogólnie znanych i prawidłowo rozumianych. Wystarczą nam kłopoty z wyrazami nowo przyjmowanymi do słownika naszego języka.
"Wielka tragedia w Czechach" (internetowo donosi tvn24 - 8 lipca 2008). Otóż 39-letni zawodnik 3-ligowego czeskiego klubu zginął na miejscu po uderzeniu w niego pioruna. To druga ofiara gwałtownych burz w Czechach w ciągu ostatnich tygodni, bowiem w czerwcu piorun zabił 30-letnią kobietę. Rozumiem, że dla owego trzecioligowego klubu i publiczności, a zwłaszcza dla rodziny piłkarza, to wielka tragedia, ale dziennikarz powinien umieć stopniować ekspresję znaczeń. Mimochodem wspomniał, że kilkanaście dni wcześniej piorun zabił inną osobę. I co, nie pisano wówczas o tragedii (choćby małej), bo zginął człowiek o nikomu nic nie mówiącym nazwisku? To jakich przymiotników (zamiast "wielka") użyłby kronikarz, gdyby piłkarz był z pierwszej ligi - zabrakłoby mu słów?
Kilka dni temu agencje doniosły - "Boeing spadł na dom, zabił trzy osoby; cała załoga żyje". Podczas awaryjnego lądowania, samolot wiozący... kwiaty (z miasta... El Dorado) spadł na na dom, zabijając mężczyznę i dwoje dzieci. Katastrofę przeżyła cała ośmioosobowa załoga. Ironia losu - wbrew stereotypom ludzie z maszyny przeżyli, zaś zginęli pechowcy mieszkający w okolicach lotniska. Ani słowa o tragedii. Pewnie dlatego, że dla pierwszych (i ich rodzin) było niewyobrażalnym szczęściem przeżycie katastrofy (i to lotniczej!), jednak tragedia dotknęła aż trzy całkiem niewinne osoby na ziemi. I jak to wydarzenie ma się do opisanego wcześniej tragicznego wyjazdu rodziców?
Dzisiaj (11 lipca 2008) nasza opinia publiczna została wstrząśnięta kolejną katastrofą autobusu poza granicami Polski - piętrowy pojazd wypadł z szosy, ponieważ ktoś oszczędny postanowił zwrócić uwagę kierowcy na niepotrzebne już oświetlenie (był poranek). Ten ktoś oczywiście nie jest winien, ale gdyby nie jego uwaga... Złośliwi cudzoziemcy już konstatują - Polacy wyruszyli autobusami na wakacyjny podbój Europy...
Czerwone napisy w telestacjach - "Polska tragedia w Serbii". Konieczny przymiotnik, wszak bez niego mielibyśmy tytuł dotyczący większej tragedii kilkanaście lat temu, jednak dzisiejszy dramat jest dla nas, Polaków, bardziej poruszający, niż bałkański. Pewien dziadek opowiadał, że córka z wnukami dzwonili przed powrotem, ciesząc się, że "byli w raju". Jakże innego znaczenia nabiera to krótkie zdanie wobec śmierci kilku osób, zapewne wierzących.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW