Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Mistrz recenzji z prawdziwego zdarzenia - Kałużyński
dodano 08.01.2007
Ile razy czytam pseudorecenzje filmów w czasopismach czy serwisach internetowych poświęconym sztuce filmowej, tyle razy na mojej twarzy rodzi się grymas zniechęcenia i zniecierpliwienia - można przecież tak pięknie i profesjonalnie pisać o filmie.
Czasem belfer
Zdarzało mi się czytać recenzje autorstwa Kałużyńskiego, w których niejako „objaśniał” on nam, o czym tak naprawdę jest film przez niego oceniany. Czytamy na przykład: „ Moulin Rouge to historyczny kabaret paryski, w którym stykały się wszystkie sfery, od arystokracji pieniądza do nihilistycznej cyganerii, z okazji spektaklu łączącego lubieżność z wystawnością (...)”. I dalej następują nazwiska artystów związanych z Moulin Rouge. Innym razem jest to przytoczenie krótkiej biografii postaci będącej tematem produkcji. Jednym słowem Kałużyński czuł, że część społeczeństwa polskiego jest jeszcze daleko za Europą w kwestii znajomości kultury, co poniekąd jest prawdą.
W wielu recenzjach Kałużyńskiego natknęłam się jeszcze na „podpowiedzi”, jakich aluzji literackich, filmowych, teatralnych musimy szukać w danym filmie, co nieomal nas obliguje do interpretacji dzieła filmowego przyjętej przez Kałużyńskiego. Jest to zabieg dosyć często spotykany w tekstach tego recenzenta, co powoduje, że wolałam czytać opinie Kałużyńskiego po obejrzeniu filmu, aby sprawdzić, czy moja interpretacja była zbliżona do jego rozumienia treści i czy odnalazłam wszystkie aluzje i paralele założone przez twórców danego dzieła filmowego, a odnalezione i „wyłuskane” przez samego Kałużyńskiego.
Styl prosty, ale nie prostacki
Mam wielki podziw dla autorów tekstów, którzy potrafią wyłożyć sprawę tak jasno, że sens jej trafia zarówno do znawców kultury, jak i do przeciętnych odbiorców sztuki. Ja zaliczam siebie do tej drugiej grupy, dlatego z tym większą przyjemnością czytałam recenzje Kałużyńskiego, który umiał wytłumaczyć w prosty sposób to, co dla innych wydawało się być zbyt skomplikowanym zagadnieniem, aby je przekładać maluczkim. Chodzi mi tu głównie o przesłania filozoficzne, socjologiczne, czy wreszcie historyczne, bo w kręgu tych zagadnień czasem potrzebne jest niewielkie słowo wyjaśniające.
Niezmiennie również zachwycam się pięknem języka Kałużyńskiego. Dziennikarza, który postrzegany był jako ktoś, kto niewielką uwagę przywiązuje do wszelkiego rodzaju form, a jednak język, styl, dobór słownictwa, szacunek do wypowiedzi i do – rzecz jasna – czytelnika mogą być stawiane za wzór dla wielu autorów recenzji.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW